31 października, 2021

Pchor. Ewaryst Bystrzycki ps. "Laweta"

Pchor. Ewaryst Bystrzycki ps. "Laweta"

Partyzant z oddziału Aleksandra Sarkisowa "Szarugi", po rozwiązaniu oddziału w maju 1944 r. przeniesiony do nowoutworzonego oddziału cichociemnego por. Czesława Rossińskiego "Jemioły". W tym czasie został awansowany na pierwszy stopień oficerski i mianowany dowódcą patrolu przeciwpancernego. 


25 lipca 1944 r. pod Bychawą został ciężko ranny. Jednak na podstawie krzyża wyryta jest data 1945.
 Jerzy Krzyżanowski "Szpic" wspomina w swojej książce "zmarli w wyniku więziennych chorób i tortur "Sarna" i "Laweta"". Znajduje to odzwierciedlenie w dokumentach.
 W archiwum IPN znajdują się akta w sprawie: Ewaryst Bystrzycki, imię ojca: Michał, ur. 30-08-1921 r., oskarżony z artykułów: 1 i 12 Dekretu o Ochronie Państwa (Art. 1. mówi: Kto zakłada związek, mający na celu obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, albo kto w takim związku bierze udział, kieruje nim, dostarcza mu broni lub udziela mu innej pomocy, podlega karze więzienia lub karze śmierci. Art. 12. mówi: W razie skazania za przestępstwa przewidziane w art. 1-11 niniejszego dekretu orzeka się ponadto utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych). 
Jak udało mu się uciec sowieckim oprawcom? Jak znalazł się na powrót w Bychawie, bo na tutejszym cmentarzu znajduje się jego grób? 
Mogiła ze znakiem Polski Walczącej, na drewnianym krzyżu wyryto: Ewerys Bysczycki, Zginoł za Ojczyznę. I u podstawy: I 1945. Tak, wiem że napis jest z błędami. I wiecie co? Zawsze mnie to wzrusza. Bo to oznacza, że to jak nazywali komuniści Armię Krajową "pańskie wojsko" zaskarbiło sobie serca prostych ludzi, że rozumieli oni sens ich walki, że uważali za bardzo ważne umieścić na krzyżu informację - zginął za Ojczyznę. To tak jakby choć w ten sposób chcieli oddać mu sprawiedliwość, w czasach gdy komuniści wmawiali społeczeństwu że żołnierze Armii Krajowej są bandytami, zdrajcami narodu... Ostatni hołd... Historia, w której więcej jest pytań niż odpowiedzi...

Oddział "Szarugi", "Laweta" stoi pierwszy z prawej.



29 października, 2021

Bratnia mogila oficerów AK z oddziału "Nerwy" - Porucznika Jana Wiśniewskiego ps. "Mucha" i Kaprala Podchorążego Mariana Białasa ps. "Gryf"

 


Bratnia mogiła oficerów AK z oddziału "Nerwy" - Porucznika Jana Wiśniewskiego ps. "Mucha" i Kaprala Podchorążego Mariana Białasa ps. "Gryf".


Porucznik Jan Wiśniewski ps. "Mucha" od lutego 1944 r. pełnił funkcję oficera szkoleniowego w oddziale Stanisłąwa Łukasika „Rysia”, następnie przeszedł do oddziału "Nerwy", gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy oraz szefa ds. wyszkolenia.
 Poległ w bitwie z okupantem we wsi Kłodnica  19 lipca 1944 r.


Por. "Mucha" przed frontem oddziału "Nerwy"

 Perwszy od lewej pchor. Marian Białas ps. "Gryf" 

Kapral Podchorąży Marian Białas ps. "Gryf" w oddziale "Nerwy" pełnił funkcję rkmisty w I drużynie.
Pochodził z Warszawy, miał 22 lata. Poległ w bitwie z okupantem we wsi Kłodnica 19 lipca 1944 r.


Poniżej relacja Czesława Linkowskiego ps. "Tom" oraz Jana Onoszko ps. "Jacyna" z okoliczności Ich śmierci:

"Dowódcy oddziałów „Nerwa” i „Jemioła” decydują się wspólnie zaatakować niemiecką załogę majątku Kłodnica. Na tę akcję dawno już mieliśmy ochotę. Jeszcze w marszu na Józefów konny zwiad naszego oddziału wjechał na teren tego majątku a spotkawszy Niemców wycofał się, ale wówczas kapitan „Młot” nie dał zezwolenia na zdobywanie majątku. Opracowano koncepcje podzielenia oddziału na trzy grupy. Grupę szturmową mają stanowić pod dctwem „Nerwy” wszyscy dowódcy drużyn i ich zastępcy oraz pozostali podchorążowie, pozostałych partyzantów podzielono na dwie grupy dowodzone przez ppor.”Muchę” i sierżanta „Okrzeję”. Jak się okazało była to decyzja niefortunna, dowódcy poszczególnych grup zajęli się zadaniami wycinkowymi oraz swoimi własnymi działaniami i zabrakło dowódcy, który by odpowiadał za całość akcji. Podobno taka koncepcja akcji wyszła od kapitana „Młota”. Przed wymarszem ustalono, że front budynku atakuje oddział „Jemioły”, lewy szczyt budynku grupa „Okrzei”, prawy szczyt, od strony zabudowań gospodarczych grupa szturmowa „Nerwy”, tylną część budynku grupa „Muchy”. Tymczasem pierwszy kontakt z nieprzyjacielem nawiązała grupa „Okrzei” zanim jeszcze grupa szturmowa „Nerwy” dobiegła na swoje stanowisko wyjściowe pod budynkiem. Stało się to dlatego , że nieopodal budynku od strony lewego jego szczytu znajdowała się sadzawka, w której kąpało się kilku Niemców, Niemcy widząc wychodzących z parku partyzantów /grupę „Okrzei”/ zaczęli uciekać do budynku dworu. Posypały się strzały, część kąpiących się od razu poległa, ale cześć dobiegła do dworu. W tej sytuacji grupa „Nerwy” dobiegła już do swoich stanowisk wyjściowych pod silnym ogniem nieprzyjaciela dochodzącym z budynku, do tego jeszcze okazało się, że ta strona budynku, którą miała atakować grupa „Nerwy” stanowi ślepą ścianę bez otworów, przesunięto się więc na stanowiska zajęte przez grupę „Muchy”. Od tej strony okna są wysoko zabezpieczone siatkami i workami z piaskiem. Ppor „Nerwa” rzuca granat na werandę oszkloną, /gamon nie granat/, weranda rozlatuje się, ale wewnątrz są dobrze zabezpieczone drzwi wejściowe. Ppor „Mucha” wychyla się z za drzewa aby cisnąć granatem w okno, ale seria z pistoletu zabija go. Z dachu zaczynają lecieć niemieckie granaty, ale celowniczy lkm „Longin” z IV drużyny długimi seriami spędza Niemców z dachu. Co chwila z budynku idą w górę czerwone rakiety, to Niemcy wzywają pomocy z sąsiednich garnizonów. Przez okienka piwniczne słychać płacz kobiet i dzieci i krzyki „nie strzelajcie tu Polacy”, w tej sytuacji byłoby ryzykowne użycie granatnika „Piat” . Okazuje się, że grupa „Okrzei” ma najlepsze dojście do okna od swojej strony, siatka zostaje zerwana, rzut granatem w okno i „Okrzeja” już wskakuje do środka, za nim kilku chłopców, już wrzucają granaty do następnego pokoju. W tym czasie pchor „Gryf” w trakcie przechodzenia przez okno dostaje śmiertelny postrzał w brzuch, koledzy znajdujący się w budynku wynoszą go na zewnątrz. „Okrzeja”, przez okno daje znaki grupie „Nerwy” i „Muchy” aby nie strzelać w jego stronę, jednak pod naporem Niemców z wewnątrz budynku „Okrzeja” osamotniony po wypadku „Gryfa” wycofuje się również na zewnątrz. Akcja się niebezpiecznie przeciąga, więc ppor „Nerwa” z obawy, że lada chwila może nadejść wrogom pomoc daje rozkaz odwrotu . Przez cały ten czas grupa „Jemioły” była pod bardzo silnym obstrzałem z km wroga, który raził z maleńkiego okienka nad drzwiami frontowymi i całkowicie ryglował dostęp do nich. Zabieramy poległego ppor.”Muchę ” i wtedy zostaje ranny pchor. „Jerzy”. Wcześniej pocisk rozrywający prawie odrywa rękę „Kuli”, od odłamków granatów są też ranni „Puma” i „Chan”. Złożony na wozie „Gryf” kona na naszych oczach z okrzykiem „Panie poruczniku, Jeszcze Polska nie zginęła”. Brak dowódców w drużynach teraz też daje się we znaki, nikt przy odwrocie nie sprawdza stanów i tak zostaje na polu walki poległy wcześniej „Śmiały” i jeszcze 2 partyzantów od „Jemioły”. Potwornie zmęczeni, głodni, wycofujemy się przez wieś, nieprzyjaciel nas nie ściga, ludzie miejscowi częstują nas po drodze chlebem i mlekiem. Pod lasem sanitariuszka udziela rannym pierwszej pomocy. Następnie zostają umieszczeni w szpitalu w Bychawie u doktora Tadeusza Zajączkowskiego. Nad bezpieczeństwem rannych czuwa dyskretnie kilku partyzantów dowodzonych przez „Toma”. Z majątku zabraliśmy stado krów, które następnie rozdano rolnikom. Ci koledzy, którzy byli w budynku zdobyli pistolet maszynowy. Podobno Niemcy zaraz się wynieśli z majątku a oczekiwana ich pomoc nie nadeszła, front był już za blisko i Niemcy zaabsorbowani byli jego bliskością. Ppor „Mucha” i pchor „Gryf” z honorami wojskowymi zostali pochowani w Bychawie."

Relacja pochodzi ze strony internetowej: https://oddzialpartyzanckinerwa.blogspot.com/search?updated-max=2009-11-25T12:46:00%2B01:00&max-results=1

28 października, 2021

Aleksander Grabczyński ps. "Grab"

 Dowódca placówki Leśniczówka, przed wojną służył w Wojsku Polskim, w jego domu rodzinnym zachowało się piękne zdjęcie w mundurze, to samo, z którego zrobiono miniaturę na pomniku. 


Uczestnicy walk w Bychawie tak wspominają okoliczności śmierci Aleksandra Grabczyńskiego:

"Wczesnym rankiem 25 lipca 1944 r. ktoś doniósł dowódcy placówki AK w Bychawie, że w rejonie cmentarza znajduje się grupa Niemców. Wysłano łącznika do placówki Leśniczówka z prośbą o wsparcie. Na wezwanie stawiło się dwudziestu uzbrojonych żołnierzy na czele z dowódcą placówki Aleksandrem Grabczyńskim ps. "Grab". Połączone oddziały obu placówek zaatakowały nieprzyjaciela. W wyniku zaskoczenia ośmiu, a potem jeszcze czterech Niemców rozbrojono. Zlikwidowano stanowisko RKM-u zlokalizowane na polach obok Wandzina.

W potyczce tej polegli: dowódca placówki Leśniczówka Aleksander Grabczyński ps. "Grab" oraz żołnierz BCh placówki Olszowiec Wacław Korba.
Wcześniej w podobnej potyczce w rejonie Kolonii Olszowiec polegli: Stanisław Dziadosz i Michał Pawlak, obaj żołnierze BCh placówki Olszowiec.
W czasie odwrotu Niemcy pozostawili 2 czołgi i około dziesięciu różnych samochodów oraz kilku a może kilkunastu poległych żołnierzy."

Opracowano w konsultacji z uczestnikami tych walk, autor opracowania: Zygmunt Kędziora.


Starszy strzelec Mirosław Wójcicki ps. "Blask"


Sarszy strzelec Mirosław Wójcicki ps. "Blask"
poległ w potyczce z Niemcami w Woli Dużej koło Bychawy w dniu 24 lipca 1944 r. 
Mirosław Wójcicki ps. "Blask
Był synem małżeństwa nauczycieli: Feliksa Wójcickiego, kierownika Szkoły Powszechnej w Łęcznej i Marii z Urbańskich. 
Rodzina miała czterech synów, trzech z nich służyło w oddziale partyzanckim "Nerwy", wszyscy trzej zginęli walcząc o Wolną Polskę:
Bohdan Wójcicki ps. "Wójt" - poległ potyczce z patrolem niemieckim 9 lutego 1944 r. pod Abramowicami k/Lublina podczas przewożenia radiostacji dla zakonspirowanego w Lublinie Piotra Oki.
Mirosław Wójcicki ps. "Blask"
Zbigniew Wójcicki ps. "Kula" - ranny 19 lipca w akcji w Kłodnicy (pocisk rozrywający strzaskał mu rękę, po przewiezieniu do bychawskiego szpitala dr. Zajączkowski zdecydował o amputacji na wysokości barku). Po tzw. "wyzwoleniu" żołnierz drugiej konspiracji,
poległ w potyczce z oddziałami UB/NKWD w Majdanie Siostrzytowskim w 1945 r. i tam został pochowany w mogile zbiorowej . W chwili śmierci miał zaledwie 18 lat.

Na fotografii od lewej stoją: Edward Trzciński ps. "Śmigły", Jan Onoszko ps. "Jacyna", Mirosław Wójcicki ps. "Blask", Bohdan Osiall ps. "Baka", Kazimierz Szwed ps. "Noir", Lesław Eustachiewicz ps. "Jerzy", Zbigniew Wójcicki ps. "Kula". Klęczą: Józef Susz ps. "Groźny", NN ps. "Franek", Alfred Nagalski ps. "Natar", Władysław Garbacki ps. "Jeleń".


 
Okoliczności śmierci Mirosława Wójcickiego ps. "Blask" opisał we wspomnieniach kpr. pchor.„Bemol” Eugeniusz Chorzelski, dowódca konnego zwiadu w oddziale Nerwy:

"Pod koniec lipca 1944 roku oddział "Nerwy", a właściwie konny zwiad stoczył ostatnią walkę z niemieckimi żołnierzami we wsi Wola Duża koło Bychawy. Po koncentracji oddziałów Armii Krajowej 8 pp leg, pod dowództwem kpt. „Młota” , rozpoczęliśmy entuzjastycznie przez nas powitany marsz na Lublin, Pierwszy maszerował oddział „Nerwy”, Przechodząc w okolicy wsi Duża Wola zwiad, który szedł jako szpica, natknął się na grupę ludzi okrywających się w zbożu przed cofającymi się z frontu oddziałami niemieckimi. Powiedziano nam, że we wsi znajdują się Niemcy grabiący gospodarstwa.
Złożyłem raport ppor. „Nerwie”, który polecił mnie przygotowanie części zwiadu do akcji. Ochotniczo dołączyli kpr. Pchor. ”Zawichost” / Tadeusz Cenzartowicz/ oraz kpr. „Łyżka” /Michał Dudziak/, biorąc konie od zwia¬dowców. Łącznie wyruszyło nas dziesięciu, Reszta zwiadu została jako szpica oddziałów maszerujących w stronę Lublina,
Przejechaliśmy główną drogą przez wieś i nie natrafiliśmy na niemieckich żołnierzy, Gospodarstwa były puste, bramy i drzwi pootwierane, Gdzieniegdzie ślady podpaleń. Dopiero na końcu wsi zobaczyliśmy kilku starszych ludzi, którzy pokazali nam kierunek u jakim udali się Niemcy. Na pytanie ilu ich było ? - Odpowiedzieli, że 4 czy 5 podwód konnych.
Wydłużyliśmy kłus. Dojechaliśmy do parowu prowadzącego do gospodarstw wyżej położonych. Parów był dość głęboki i znajdujący się na górze Niemcy nie magli nas dojrzeć. Podjechaliśmy wolno wyżej i zobaczyliśmy w odległości około 100 metrów od drogi żołnierzy niemieckich plądrujących gospodarstwo.
Rozkaz "Nerwy" brzmiał: „z koni, dwóch zostaje przy koniach reszta tyralierą przez zboże da gospodarstwa".
Podchodząc do zabudowań przez ogród z licznymi drzewami owocowymi, stanęliśmy oko w oko z dużą grupą Niemców. Naprzeciw nich z bronią gotową do strzału stali od lewej: „Blask” /Mirosław Wójcicki/, ja-„Bemol” „Nerwa” , "Łyżka"", "Zawichost", "Kmicic" /Tadeusz Winiarczyk/. Pozostałych dwóch żołnierzy zostało w zbożu z karabinami gotowymi do strzału.
„Ungarn” ? - zapytali Niemcy. "Nein, Polnische Pnrtisanen” -odpowiedzieliśmy łamaną niemczyzną. Zaskoczenie Niemców było całkowite. Niektórzy widząc naszą twardą postawą oraz skierowane przeciw nim pistolety maszynowo rzucali broń innym zdejmowaliśmy z ramion karabiny sami. Oficer dowodzący oddziałem zdjął pas z pistoletem i rzucił na ziemią, Wszystko wskazywało na to, że rozbroimy oddział bez strzału, ba czym szczególnie nam zależało ze wzglądu na bliskość oddziałów niemieckich maszerujących niedaleko po szosie w kierunku na Bychawą.
Nie dojrzeliśmy jednakże ukrytego za rogiem stodoły karabinu maszynowego nieprzyjaciela. Pierwsza jego seria przecięła na pół stojącego obok mnie „Blaska”. Rozpoczęła się strzelanina. Goniliśmy Niemców pa ogrodzie i zabudowaniach „prując” do nich całymi seriami z pistoletów maszynowych. Zmusiliśmy ich do wycofywanie się z gospodarstwa. Ranny został „Kmicic”.
Ponieważ w odległości ok. 2 kilometrów od miejsca akcji przechodziły szosą wycofujące się z frontu wojska niemieckie z bronią pancerną, musieliśmy szybko usunąć się na bezpieczną odległość. Zebraliśmy zdobytą bron, „Kmicica” załadowaliśmy na podwodę i galopom pojechaliśmy do sąsiedniej wsi do zaprzyjaźnionego gospodarza, aby udzielić rannemu pomocy. Towarzyszyły nam wybuchy z działek czołgów z szosy.
Wieczorem, ale jeszcze przy dziennym świetle, udaliśmy się ponownie na miejsce akcji, ażeby zorientować się w skutkach walki a przede wszystkim polecić okolicznym gospodarzom pochowanie naszego kolegi „Blaska” na cmentarzu w Bychawie, gdzie leżało już kilku naszych chłopców. Powiedziano nam, że zginęło ośmiu Niemców, rannych zabrali żołnierze.

Po północy spotkaliśmy naszych w towarzystwie żołnierzy radzieckich. Było to we wsi Polanówka."

Relacja Kpr. pchor.„Bemola” Eugeniusza Chorzelskiego,dowódcy konnego zwiadu w oddziale "Nerwy", pochodząca ze strony https://oddzialpartyzanckinerwa.blogspot.com/.../konny…

Krzysztof Kowerski - bohater wojny polsko-bolszewickiej


Krzysztof Antoni Kowerski ur. 28 lipca 1898 roku w Józwowie, pow. lubelski, syn Stanisława Kamila i Marii z Chościaków-Popielów,  – uczeń Szkoły Lubelskiej od 3 września 1915 roku do 1917 roku (matura); studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, następnie na Uniwersytecie Warszawskim; harcerz; w czasie wojny polsko-bolszewickiej służył w szwadronie karabinów maszynowych 1. Pułku Ułanów Krechowieckich. Ranny 21 marca 1919 roku pod Wielopolem, zmarł następnego dnia w szpitalu polowym w Gródku Jagiellońskim, pochowany w Bychawie na Lubelszczyźnie.

Prywatne Męskie Gimnazjum imienia Stefana Batorego…, s. 142, 284 i in.; „Ziemia Lubelska” 1919, nr 159 (nekrolog); 
APL – nr zespołu 533, sygn. 66 – Księga adresów uczniów „Szkoły Lubelskiej” z l. 1914–1916,
sygn. 67 i 68 – Księgi cenzur uczniów „Szkoły Lubelskiej” z l. 1914 - 1915










27 października, 2021

Por. AK Aleksander Szwedo pseud. "Kowal"

 


Kolejny symboliczny grób bohatera na bychawskim cmentarzu
Porucznik Aleksander Szwedo został aresztowany przez Gestapo w Warszawie. Następnie przewieziono go na Pawiak, gdzie był więziony i torturowany.  Został zamordowany przez Niemców w dniu 29 maja 1943 r. . Ciał ofiar Niemcy rodzinom nie wydawali. Jak głosi inskrypcja na tablicy, rodzina złożyła do symbolicznego grobu garść ziemi z miejsca stracenia i spalenia por. Aleksandra Szwedo.

Podchorąży Jerzy Turowski - zaginiony bez wieści żołnierz września 1939 r.


Symboliczny grób pchor. Jerzego Turowskiego urodzonego w 1907 r. z Juliusza i Zofii z Okoniewskich, bratanka Cypriana Turowskiego ostatniego właściciela majątku Kosarzew Dolny.

Jerzy Turowski uczył się w Korpusie Kadetów we Lwowie, potem w Modlinie. Nieznane są okoliczności jego zaginięcia czy śmierci. Od czasu, gdy wyruszył bronić Ojczyzny w kampanii wrześniowej 1939 roku nie dał znaku życia, a wszelkie poszukiwania które prowadziła rodzina, także przez PCK, nie przyniosły rezultatu. 


Franciszek Lizoń - bohater września 1939 r., żołnierz gen. Kleeberga


Franciszek Lizoń, ur. 6 sierpnia 1904 r. w Szczawnicy w ówczesnym województwie nowosądeckim. Strażak, członek OSP Krościenko, zawodowo zajmował się ciesielką. Do dnia dzisiejszego można w Krościenku podziwiać willę "Krysia" zbudowaną jego ręką (willa nazwana tak na cześć jego córki Krysi, która jest nadal jej właścicielką). Żołnierz kampanii wrześniowej, zmobilizowany 28 sierpnia 1939 r. Walczył w składzie Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” dowodzonej przez gen. Kleeberga. Po walkach pod Kobryniem (obecnie Białoruś) przez Włodawę SGO "Polesie" przedzierała się na pomoc oblężonej Warszawie. W pobliżu Kocka Franciszek Lizoń został ranny, jednocześnie osłabiony organizm zaatakowała czerwonka. Został przewieziony do Lublina, lecz ze względu na brak miejsca w szpitalu przetransportowany 29 września do Bychawy i umieszczony na oddziale zakaźnym.
Zmarł 17 października 1939 r. Został pochowany na bychawskim cmentarzu.

Przy redagowaniu korzystano z :
https://bychawa.nazwa.pl/www/bychawa_pl_2017/wordpress/2017-10-09_wp/wordpress/wp-content/uploads/2015/10/2015_gazeta_2015-10-08_GZB_nr269_08.pdf

25 października, 2021

Kazimierz Kostrzewski ps. "Korzeń" oddział partyzancki "Spartanina"

 

Ur. w roku 1918 w Zadębiu (które jeszcze wówczas nie było częścią Bychawy, a osobną wioską), syn Władysława i Małgorzaty z Batyrów.

Podczas okupacji poszukiwany w Lublinie za uchylanie się od robót, zmuszony do ukrywania się trafił do partyzantki.
Do maja 1944 r. służył w oddziale T. Sowy "Spartanina", gdzie pełnił funkcję dowódcy drugiej drużyny. Od stycznia 1944 był słuchaczem kursu młodszych dowódców piechoty (szkoły podoficerskiej) zorganizowanej przy oddziale „Spartanina”.
Po rozwiązaniu oddziału w maju 1944 r., jako jeden z mających możliwość bezpiecznego zameldowania się został urlopowany i powrócił do domu. W tym czasie należał do placówki AK w Bychawie, w ramach której wziął udział w akcji "Burza". Poległ 25 lipca 1944 r. od serii z karabinu maszynowego podczas potyczki z Niemcami w rejonie tzw. "Kaczych Dołów" w okolicach Bychawy. W chwili śmierci miał 26 lat.                         

24 października, 2021

Karol Buczek, żołnierz Legionów Polskich

Karol Buczek, ps."Legionista".



Ur. 11 lutego 1899 r. w Bychawie. 
Żołnierz Legionów Polskich, służył od 16 lutego 1916 r. w 1. szwadronie, a od stycznia 1917 r. w 2. Pułku Legionów. 6 czerwca 1917 r. wymieniony jako uprawniony do odznaczenia austriackim Krzyżem Wojskowym Karola. 29 października 1930 r. odznaczony Krzyżem Niepodległości "za pracę w dziele odzyskania niepodległości". Po wkroczeniu do Bychawy Niemców, od jesieni 1939 r. poszukiwany przez gestapo. Zmuszony do ukrywania się całą zimę 1939/40, ciężko się rozchorował i zmarł po powrocie do domu 23 marca 1940 r. Pochowany na Bychawskim cmentarzu.

Informacje pochodzą z portalu Nieobecni.com; http://www.nieobecni.com.pl/index.php?s=grob&id=229434

W partyzantce u "Spartanina" - wspomnienia Edwarda Zapolskiego-Kusego ps. "Mściwój".

Poniższy tekst jest fragmentem wspomnień Edwarda Zapolskiego -Kusego "Raport z jednego życia. Wypiłem bruderszaft z historią". Cał...