28 lutego, 2021

Żołnierze Wyklęci z okolic Bychawy

   ....jak trudno ustalić imiona
       wszystkich tych co zginęli
       w walce z władzą nieludzką....


Zbliża się 1 marca, z tej okazji chciałabym wspomnieć ludzi, którzy w świadomości bychawskiej zostali niemal zapomniani. Brak opracowań, które mogłyby przybliżyć ich sylwetki, ale jak powszechnie wiadomo - historię piszą zwycięzcy. Dla zwyciężonych  nowy okupant przewidział strzał katyński i bezimienny dół, ewentualnie powolne konanie w łagrach dalekiej Rosji. 

  Aleksander Dudziak

Pierwszy z prawej siedzi Aleksander Dudziak
Urodził się w roku 1899 w Bychawie. Był pracownikiem urzędu gminy jeszcze przed wojną. Podczas okupacji pozostał na swoim stanowisku, aktywnie współpracując z Armią Krajową. Prawdopodobnie był w składzie Rady Narodowej, która po wyzwoleniu miasta miała objąć stanowiska administracyjne i wystąpić wobec wkraczających Rosjan jako przedstawiciele Polskiego Rządu na emigracji. Aresztowany w Bychawie w dniu 12 sierpnia 1944 r. przez NKWD za przynależność do Armii Krajowej wraz z grupą 12 osób. Został wywieziony do obozu Borowicze w Rosji, gdzie sowieci w nieludzkich warunkach "internowali" żołnierzy AK. Do Bychawy nigdy nie wrócił, zmarł w łagrze z wycieńczenia i obozowych chorób 17 kwietnia 1946 r.

 

 Kapitan Józef Kukuła ps."Derwisz", "Kurek"

Józef Kukuła urodził się 14 lutego 1911 r. w Krakowie.
Ukończył Szkołę Podchorążych Piechoty w Komorowie k. Ostrowi Mazowieckiej, otrzymał przydział do 2 pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku.
We wrześniu 1939 r. walczył w szeregach tego pułku, m.in. pod Koniecmostami i Wiślicą. Ciężko ranny, wyniesiony przez podkomendnych z pola bitwy znalazł się w szpitalu w Ołyce na Wołyniu. Po zajęciu tych terenów przez Sowietów uciekł ze szpitala dzięki pomocy polskiej zakonnicy, która dostarczyła mu cywilne ubrania.

W październiku 1939 r. wciąż ciężko ranny, o kuli, przedostał się do Lublina, gdzie czekała na niego narzeczoną. W październiku 1940 r. pobierają się i zamieszkują w Gałęzowie, gdzie pani Ludwika skierowana została na posadę nauczycielki.
Dużą życzliwość okazują im państwo Zakrzeńscy, właściciele majątku Gałęzów. Wiedząc, że Józef Kukuła nie ujawnił jako oficer przed władzami okupacyjnymi, proponują mu pracę w swoim majątku, tak aby "zalegalizować" jego pobyt w Gałęzowie. Wkrótce, po odsunięciu pani Ludwiki przez władze okupacyjne od nauki w szkole, oboje pracują dla państwa Zakrzeńskich. Szybko nawiązuje kontakty z podziemiem, razem ze Stanisławem Ziętkiem ps. "Zych" z Woli Gałęzowskiej tworzą konspirację na terenie powiatu bychawskiego. Nocą przeprowadza szkolenia wojskowe dla członków podziemia, pod podłogą pokoiku który zajmuje z żoną znajduje się skrytka na broń, na której ćwiczą. Objeżdżał okoliczne wsie i majątki werbując ludzi i zakładając w nich placówki Armii Krajowej. W majątku  Gałęzów został nawt uruchomiony kurs podchorążych, jednym z wykładowców był syn Teresy Zakrzeńskiej Konstanty Roztworowski. Wiosną 1943 r. mianowany został komendantem Rejonu V w Obwodzie Lublin - powiat (Niedrzwica Duża - Piotrowice - Bychawa). W tym czasie na tym terenie działało wiele partyzanckich grup, zlokalizowane były tam też placówki odbiorcze zrzutów alianckich. Bierze czynny udział w akcji "Burza".
Po wkroczeniu Sowietów Józef Kukuła poszukiwany był przez NKWD, jednak ostrzeżony w porę, zaopatrzony przez organizację w nowe dokumenty wyjechał do Rzeszowa, gdzie zatrudnił się w Służbie Ochrony Kolei. 20 października pomimo zagrożenia  przyjechał do Woli Gałęzowskiej do żony i córki. Lojalni wobec nowego okupanta fornale z majątku niezwłocznie donieśli o tym fakcie "komu trzeba". Dwór został otoczony, por. Kukuła nie miał najmniejszych szans ucieczki. Od razu, w obecności żony strasznie go pobito, następnie przewieziono do aresztu w Bychawie. Po nieudanej próbie odbicia por. Kukuły z aresztu przez oddział złożony z jego byłych podkomendnych, wywieziono go niezwłocznie do Lublina. Tu ślad się urywa.
Odpis wyroku skazującego 
Pani Ludwika rozpaczliwie próbuje dowiedzieć się co się dzieje z jej mężem, spędza w Lublinie całe dnie, chodzi od drzw do drzwi. Bezskutecznie. Ktoś doradza jej w końcu, aby poszła do Anny Gadzalanki, działaczki lewicowej pochodzącej z Woli Gałęzowskiej, bo ona dużo teraz może. Pani Ludwika trafia do niej, błaga o ratunek dla męża. Spotyka się jednak z odmową. Gadzalanka jej nie pomoże, bo jej mąż "tworzył Pańskie Wojsko". Pańskie wojsko, w którym większość żołnierzy to byli chłopcy z podlubelskich wsi...   
Tymczasem Józef Kukuła przebywa w areszcie przy ulicy Chopina, gdzie przechodzi brutalne śledztwo. Jest prawdopodobnie konfrontowany ze Stanisławem Ziętkiem, z którym zaczynał konspirację, gdyż jego też w tych dniach aresztowano. Obaj zostają przewiezieni na Zamek Lubleski w dniu 18 listopada 1944 r.
 5 grudnia 1944 r. Józef Kukuła stanął przed Sądem Wojskowym Lubelskiego Garnizonu, któremu przewodniczył por. Wiktor Leszek. Został oskarżony o pełnienia funkcji komendanta V Rejonu AK i o niestawienie się do służby wojskowej w czasie wojny: ,,jako porucznik WP świadomie temu nie zadośćuczynił''.
Notatka z przekazania ciała na cmentarz przy Unickiej

Symboliczna mogiła
Skazano go na karę śmierci, wyrok 11 grudnia zatwierdził gen. Karol Świerczewski. 
14 grudnia 1944 r. Józef Kukuła zginął stracony w egzekucji na Zamku. Jego ciało pod osłoną nocy wrzucono do bezimiennego dołu na cmentarzu przy ulicy Unickiej w Lublinie.
O wykonaniu wyroku nie powiadomiono żony, która długo po jego śmierci próbowała go odnaleźć. Dopiero po kilku latach pani Ludwika dowiedziała się, że ciało jej męża przewieziono na cmentarz przy Unickiej. Potwierdza to również mąż Zofii Pelczarskiej ps. "Ciotka", który o straceniu żony dowiedział się od przekupionego strażnika z Zamku. Pojechał on w nocy na Ul. Unicką by tam w niezasypanym rowie odnaleźć ciało żony. W tym rowie, wśród wielu innych ciał, rozpoznał porucznika Kukułę, znanego mu z konspiracji.
Porucznik Józef Kukuła  pośmiertnie został awansowany do stopnia kapitana rozkazem personalnym nr 2 z 18 stycznia 1945 r.



   Sierżant Julian Bartoszek

Przed wojną służył w wojsku, nie mamy informacji o tym gdzie służył, ani czy brał udział w kampanii wrześniowej.
Podczas okupacji członek podziemia, partyzant w oddziale T. Sowy "Spartanina", gdzie okresowo pełnił funkcję zastępcy dowódcy. W późniejszym okresie dowódca placówki Olszowiec, bierze udział w akcji "Burza".
Po wkroczeniu Sowietów nie ujawnia się. Jesienią 1944 r. w Bychawie nasila się terror wobec byłych żołnierzy AK. NKWD aresztuje komendanta rejonu V Armii Krajowej Józefa Kukułę w majątku Gałęzów. Ciężko pobitego przewożą do aresztu w Bychawie. Wiadomość lotem błyskawicy obiega okolicę. Sierżant Bartoszek zbiera grupę byłych podwładnych porucznika Kukuły, postanawiają że w nocy rozbiją areszt. Przecież robili to już za okupacji, niejednokrotnie. Nie przewidzieli jednego. O ile Niemcom ludzie wysługiwali się niechętnie, o tyle za Sowieta wielu już nie miało takich oporów.
 Kto wtedy zdradził, pewnie już na wieki pozostanie tajemnicą... Faktem jest że na miejscu zbiórki naszych spiskowców pojawiło się NKWD, wywiązała się walka, podczas której sierżant Bartoszek został ranny, reszcie udało się wycofać. Rannego sierżanta w sposób bestialski dobił NKWD-zista. 
Sierżant Julian Bartoszek został pochowany na cmentarzu w Bychawie.


 
  Ewaryst Bystrzycki "Laweta"

 Partyzant oddziału A. Sarkisowa "Szarugi", po rozwiązaniu oddziału przeniesiony do oddziału cc. Cz. Rossińskiego "Jemioły", w początku lipca 1944 r. wraca do "Szarugi". Razem z oddziałem bierze udział w akcji "Burza", podczas walk na Grodzanach ciężko ranny. Nie znamy jego dokładnych losów po wkroczeniu Sowietów, czy był leczony w bychawskim szpitalu? Czy dołączył po wyzdrowieniu do swoich kolegów, z których większość wstąpiła do Wojska Ludowego za swoim dowódcą i znalazła się w 32 lub 34 Pułku Piechoty?
Jerzy Krzyżanowski "Szpic" również partyzant oddziału "Szarugi" w swojej książce wspomina, że " Laweta" zmarł w wyniku więziennych chorób i tortur. W archiwum IPN znajdują się akta w sprawie: Ewaryst Bystrzycki, imię ojca: Michał, ur. 30-08-1921 r., oskarżony z artykułów: 1 i 12 Dekretu o Ochronie Państwa (Art.  1. mówi: Kto zakłada związek, mający na celu obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, albo kto w takim związku bierze udział, kieruje nim, dostarcza mu broni lub udziela mu innej pomocy, podlega karze więzienia lub karze śmierci. Art. 12. mówi: W razie skazania za przestępstwa przewidziane w art. 1-11 niniejszego dekretu orzeka się ponadto utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych). Jak udało mu się uciec sowieckim oprawcom? Jak znalazł się na powrót w Bychawie, bo na tutejszym cmentarzu znajduje się jego grób? Mogiła ze znakiem Polski Walczącej, na drewnianym krzyżu wyryto: Ewerys Bysczycki, Zginoł za Ojczyznę. I u podstawy: I 1945. Tak, wiem że napis jest z błędami. I wiecie co? Zawsze mnie to wzrusza. Bo to oznacza, że to jak nazywali komuniści Armię Krajową "pańskie wojsko" zaskarbiło sobie serca prostych ludzi, że rozumieli oni sens ich walki, że uważali za bardzo ważne umieścić na krzyżu informację - zginął za Ojczyznę. To tak jakby choć w ten sposób chcieli oddać mu sprawiedliwość, w czasach gdy komuniści wmawiali społeczeństwu że żołnierze Armii Krajowej są zdrajcami narodu... Ostatni hołd... Historia, w której więcej jest pytań niż odpowiedzi...


 Jan Teterycz ps.Czyżyk

"1953 rok Bychawa – Zadębie
Akcja zbrojna UB Na członka podziemia poakowskiego Teterycza.

Byłem w 1953 r. uczniem zasadniczej szkoły zawodowej w Bychawie wracając do domu po lekcjach z kolegami na początku Polanówki usłyszeliśmy odgłos gęstej strzelaniny dochodzącej jakby od Zadębia. Natychmiast pobiegliśmy w tym kierunku by zobaczyć co się stało, że tak grają erkaemy. Będąc już w centrum Bychawy, nagle serie broni maszynowej ucichły i zobaczyliśmy pożar zaraz za rzeką Kosarzewką na górce obok domu Woźniaków na Zadębiu i słychać jeszcze było pojedyncze trzy strzały i koniec akcji Lubelskiego UB. Bo już żołnierze ubowcy zwijali posterunki – całe Zadębie było szczelnie okrążone przez funkcjonariuszy UB. Na szosie i placu obok kapliczki Matki Bożej stało kilka samochodów ciężarowych – lublinków. Dom się już powoli dopalał – wokół wielka ciżba ludzi gapiów i ciekawskich.

Jak zawsze po takiej zbrojnej akcji został szybko zorganizowany wiec. Na małej polanie leżał zabity człowiek. Członek podziemia jak się później dowiedzieliśmy. Nazywał się Teterycz, obok Teterycza leżał nieżywy pies wilczur i obok stała z funkcjonariuszami UB starsza kobieta właścicielka dopalającego się domku drewnianego. Wiec prowadził wyższy stopniem oficer tej niechlubnej formacji wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie.

Pamiętam niektóre słowa z tego przemówienia ludzie nie przechowujcie bandytów, nie narażajcie siebie i innych na śmierć i niebezpieczeństwo. Ta babcia, która przez kilka lat ukrywała bandytę mogła w każdej chwili zginąć z ręki tego zabitego bandziora – w porę nas UB powiadomiła, że u niej ukrywa się ten bandyta z tej oto broni wniósł do góry pistolet TT – Tetetka zastrzelił nam psa tego, który tropiąc po śladach węchu wbiegał po drabinie na strych domu. Bandzior zastrzelił nam najlepszego szkolonego psa. Nie można było dłużej czekać – dał do zrozumienia, że ubowcy po zabiciu psa zaczęli strzelać pociskami zapalającymi – bandyta nie chciał się poddać na nasze wezwania przez głośniki tuby na samochodzie próbował z palącego się domu uciekać – ale dosięgła go kula – seria erkaemu diechtiora nie jedna kula.

Po propagandowo – informacyjnym wiecu pozwolono nam w obecności oficera UB obejrzeć z wżerami po korozji pistolet TT. Zabitego Teterycza rękojeść była już dorabiana obustronne dębowe okładki własnoręcznie dorabiane zamek był w tylnym położeniu. Teterycz uciekając z płonącego domu jeszcze do ubeków okopanych na wzniesieniach strzelał aż skończyła się jemu amunicja. Przed odjazdem widziałem jak dwóch UB-ków wzięli zabitego za ręce i nogi rozmachali ciało zabitego i wrzucili na skrzynię samochodu GAZ – 51 Lublin. Na dodatek jak na ironię ubowiec wziął za nogi martwego psa wilczura i wrzucił go na nogi zabitego i na tym akcja zbrojna UB zakończyła się tuż przed zmierzchem nastającej nocy. Edward Styżej."

Źródło wspomnień: 
https://portal.zaraszow.pl/1953-rok-bychawa-zadebie/

Pozwoliłam sobie wykorzystać wspomnienia P. Edwarda Styżeja, ponieważ co do szczegółów zgadzają się z opowieściami mojej rodziny, zamieszkałej na Zadębiu. Opowiadała mi ciocia, że po zakończeniu akcji wyniesione ze spalonego domu ciało partyzanta leżało na niewielkiej łączce i przez wiele lat później w tym właśnie miejscu nie wyrastała trawa.....





   Partyzant "Mucha" 

Oto w stronę Gałęzowa biegnie uciekający mężczyzna, prawdopodobnie polski partyzant. Strzały mężczyzna upada, nieruchomieje. Strzelający dochodzą do leżącego i przewróciwszy przekręcają kopnięciem. Sprawdzają czy dobrze trafili. Odchodzą pewni, że rozkaz wykonany. Spośród stojących nieopodal podchodzi po chwili Pan Kwiecień z ul. dzisiejszej Partyzantów i pochyliwszy się odchyla szary sweter, spod którego z brzucha wypływają skłębione jelita, rozlewając się obok wokół kałużą krwi. Ten obraz prześladuje mnie ilekroć wspominam swoje bychawskie lata tużpowojenne (z Bychawy wyjechałem w 1995 r.). A na ulicy, a także w mojej szkole wśród uczniów słyszy się szeptaną wiadomość, że „Koło młyna… że z rozkazu „resortu” zginął „bandyta” o pseudonimie „Mucha”.
 Jaki powojenny resort, kogo i dlaczego nazywał „bandytami”– wiadomo to od dawna. 

Ze wspomnień  Stanisława Sprawki Spisała i opracowała Maria Dębowczyk, Głos Ziemi Bychawskiej nr 2(273) z 2016 r.

Według dokumentacji resortu opisywane zdarzenie miało miejsce 9 kwietnia 1946 roku w czasie pogrzebu zabitych członków PPR. Doszło do wymiany ognia pomiędzy funkcjonariuszami PUBP oraz Komendy Powiatowej MO w Lublinie a żołnierzem podziemia. Partyzant został zabity, a przy jego zwłokach zaleziono dokumenty na nazwisko Leon Tarnowski (UB uważało, że jest falszywe, zaś naprawdę nazywał się Mucha i pochodził z Tarnawki) oraz pistolet ViS zarekwirowany przez Zaporczyków w czasie wcześniejszego rozbicia posterunku MO w Bychawie. 

Źródło: AIPN BU 2503/1/2, Raport pecjalny do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, 17.04.1946 r., Lublin, k. 41.



  Kapral pchor. Wiesław Olszewski ps. "Grot"

Nie pochodził z Bychawy, nie zginął na naszym terenie. Zamordowano go na Zamku Lubelskim 18 maja 1945 r. 

Z akt Wojskowej Prokuratury Okręgu Lubelskiego z 1945 roku (sygn. II Pr. 328/45) możemy wyczytać Wiesława Olszewskiego podejrzewano o "przynależność do nielegalnego związku >Armia Krajowa<".Dalej czytamy iż  Wiesław Olszewski - oficer WP, członek AK od 1943 r., został aresztowany i osadzony w Więzieniu na Zamku w Lublinie. Oskarżono go z art. 1 Dekretu PKWN o Ochronie Państwa z dnia 30.10.1944, tj. o to, że "będąc oficerem WP w dniu 29 marca 1945 r. w Lublinie, udzielił pomocy nielegalnemu związkowi >AK<, mającemu na celu obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, dostarczył broń, pistolet typu P. 38, dla członka >AK< (...) w celu rabunkowym i w m-cu październiku 1944 r. kontaktował się z członkiem >AK<, komendantem >AK< rejonu Bychawa, [ps.] >Stanica<". W dniu 15.05.1945 Wojskowy Sąd Okręgu Lubelskiego skazał Wiesława Olszewskiego na karę śmierci, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz przepadek mienia. Wyrok wykonano 18.05.1945 przez rozstrzelanie. Rodziny Wiesława Olszewskiego nie zawiadomiono ani o wyroku, jaki zapadł, ani o wykonaniu kary śmierci.
Niewątpliwie "Grot" powiązany był z rejonem Bychawy. Co wnikliwsi czytelnicy zauważyli pewnie że stoi obok "Lawety" na zdjęciu oddziału "Szarugi", zamieszczonym wyżej na tej stronie. Czy obaj byli partyzanci brali udział w przygotowaniu do odbicia Kukuły w październiku 1944 r?  Z kim Olszewski utrzymywał kontakty w Bychawie?

Poniżej notka biograficzna kaprala pchor. Wiesława Olszewskiego, pochodząca z opracowania:
Zofia Leszczyńska ,,Lubelski Panteon Żołnierzy Wyklętych'' Wyd. Werset.Lublin 2015.str.131 - 132.:

,,Wiesław Olszewski (Wiesław Bagiński) - s. Arkadiusza, ur. 12 stycznia 1925 r., ps. ,,Grot'', ,,Jurek''; kapral podchorąży, żołnierz oddziału partyzanckiego AK ,,Szarugi''. W 1944 r. podporucznik w 9 zapasowym pułku piechoty WP. Już w sierpniu 1939 r. jego ojciec otrzymał kartę powołania do wojska; razem z nim poszedł na ochotnika czternastoletni wówczas syn Wiesław.
Z wojny powrócił w końcu października 1939 r. Po powrocie do Lublina obaj wstąpili do jednej z pierwszych i, na przełomie lat 1939/1940, największej w woj. lubelskim organizacji konspiracyjnej - Komenda Obrońców Polski (KOP). Ojciec, ps. ,,Wolbromski'', ,,Zawadzki'', był przez pewien czas komendantem na miasto i powiat Lublin. Wiesław ,,Grot'' był w likwidaturze KOP. Według relacji, w domu Olszewskich znajdowała się radiostacja KOP.
Wiesław Olszewski podczas okupacji uczęszczał do Szkoły Vetterów, , jednocześnie działał w ,,Szarych Szeregach ''(ZWZ-AK).Działał m.in. przy konspiracyjnej produkcji granatów i obsługiwał tajną radiostację. W wieku 16 lat aresztowany został przez gestapo i poddany brutalnemu śledztwu (powybijane zęby, połamane żebra, ropiejące pośladki). Wypuszczony z więzienia na Zamku (przez Niemców) po 6 miesiącach dramatycznych starań matki.
W lutym 1944 r. przyjęty został do oddziału specjalnego w Inspektoracie AK ,,Lublin'' do odbioru zrzutów. W lipcu 1944 r. aresztowany jako radiotelegrafista (przez Rosjan). Przesłuchiwany przez NKWD. Uniknął restrykcji, gdyż dzięki zabiegom matki został wcielony do WP.
Zaraz po wcieleniu do pułku Wiesław Olszewski nawiązał kontakt z kolegami z konspiracji w Lublinie. 4 kwietnia 1945 r. ponownie aresztowany został przez WUBP. 15 maja 1945 r. sądzony przez Wojskowy Sąd Okręgu Lubelskiego, pod przewodnictwem por. Bazylego Szporluka, został skazany na karę śmierci i utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze - za to, że będąc oficerem WP udzielił pomocy nielegalnemu związkowi AK poprzez dostarczenie tej organizacji pistoletu, a ponadto spotkał się z kolegami ,,Stanica'' (Zenon Stanica) Władysławem Korczakiem.
Wyrok, po zatwierdzeniu 16 maja przez dowódcę Okręgu Wojskowego płk. Włodzimierza Radziwanowicza, wykonano na dwudziestoletnim wówczas Wiesławie Olszewskim 18 maja 1945 r. w podziemiach Zamku Lubelskiego''.


Nie sposób wymienić wszystkich tych, których imiona dzisiaj powinnam. Dokładnie zacierano przez lata ich ślady, czasem tylko jakieś zapomniane akta przypadkiem trafiające w moje ręce przypomną o kimś, kto Polskę kochał, kto wierzył, kto trwał przy Niej niezłomnie, do końca....
Niech powyższy wpis będzie hołdem dla tych co dla Polski zginęli, ale także dla tych, którzy po latach spędzonych w więzieniach i łagrach, wracali by zaczynać wszystko od nowa z piętnem bandytów, szykanowani, wyrzucani z pracy, spychani na margines społeczeństwa. 

a przecież w tych sprawach
konieczna jest akuratność
nie wolno się pomylić
nawet o jednego

jesteśmy mimo wszystko
stróżami naszych braci

niewiedza o zaginionych
podważa realność świata
wtrąca w piekło pozorów
diabelską sieć dialektyki
głoszącej że nie ma różnicy
między substancją a widmem

musimy zatem wiedzieć
policzyć dokładnie
zawołać po imieniu
opatrzyć na drogę

w miseczkę z gliny
proso mak
kościany grzebień
groty strzał
pierścień wierności

amulety


„Pan Cogito o potrzebie ścisłości” – Zbigniew Herbert


21 lutego, 2021

23 lutego 1944 r. oddział AL Bolesława Kaźmieraka "Cienia" napada na majątek Józwów, mordując właściciela majątku Wincentego Jankowskiego i rządcę Józefa Ubogórskiego.

 23 lutego 1944 r. w majątku Józwów dzień rozpoczął się jak zwykle, nic nie zapowiadało tragedii. Od rana mieszkańców majątku pochłaniały ich codzienne obowiązki, życie toczyło się ustalonym rytmem. Po południu właściciel majątku Wincenty Jankowski omawiał na podwórku bieżące sprawy majątku ze swoim rządcą, Józefem Ubogórskim. W pewnym momencie podbiegł do nich jeden z pracowników folwarku i zawołał: "Jakiś zbrojny oddział tu jedzie, może lepiej niech się panowie ukryją!" A trzeba wiedzieć, że w tym czasie coraz częściej zdarzały się napady komunistycznych oddziałów na majątki ziemskie. Ziemianie w większości nie nocowali już w swoich majątkach z obawy przed napadem, ale właściciel Józwowa należał do wyjątków. Spojrzał we wskazanym kierunku i uspokoił fornala mówiąc: "To nasi chłopcy, poznaję konie z naszego majątku."

Dwór w Józwowie stan obecny

Nasi chłopcy oznaczało partyzantów Armii Krajowej, którzy w majątku Wincentego Jankowskiego zawsze mogli otrzymać pomoc i wyżywienie. Jednemu z tych oddziałów - oddziałowi "Sępa" - "Małego" w pierwszym okresie jego istnienia Wincenty Jankowski zapewniał bieżącą aprowizację i faktycznie utrzymywał oddział. Nic więc dziwnego, iż założył że jadący w biały dzień do dworu zbrojni należą do jednego z zaprzyjaźnionych oddziałów. Niestety, mylił się. Oddziałem który tak śmiało zmierzał w kierunku dworu był oddział AL Bolesława Kaźmieraka "Cienia", cieszącego się złą sławą ze względu na liczne wymuszenia i bandyckie napady. Nie było jak się wycofać, reszta oddziału otoczyła majątek. "Cień" zażądał od Wincentego Jankowskiego wydania broni i pieniędzy. Kiedy spotkał się z odmową, nakazał wszystkim domownikom zgromadzenie się w salonie, podczas gdy część jego oddziału plądrowała dwór i zabudowania, rabując i niszcząc co cenniejsze rzeczy. Na rozkaz "Cienia" jego podwładni zaczęli "przesłuchiwać" rządcę majątku Józefa Ubogórskiego, żądając wydania broni i pieniędzy. Owo przesłuchanie polegało na biciu w bestialski sposób kawałkami połamanych mebli, w tym nogami od krzeseł. Kiedy rządca wyzionął ducha, nie zdradzając niczego, przyszła kolej na Wincentego Jankowskiego. Jego również "bohaterzy z AL" zamordowali w ten sam sposób, na oczach rodziny. Po dokonaniu tej makabrycznej zbrodni i splądrowaniu doszczętnym całego majątku (łącznie z załatwieniem swoich potrzeb fizjologicznych w salonie) oddział "Cienia" opuścił Józwów. 

Zdarzenie to odnotowane zostało w dzienniku Akcji Bojowych Lotnego Oddziału Partyzanckiego AK „Nerwa”(autorzy :Jan Onoszko"Jacyna",Czesław Linkowski"Tom I"): 

"Przełom stycznia – lutego 1944 r. W trakcie wykonywania zadania polegającego na ochronie narady dowódców A.K. oddział poderwany zostaje do alarmu z powodu napadu bandyckiego na majątek Józwów. Po przybyciu na miejsce stwierdzamy, że właściciel domu /akowiec/ został zabity. Z relacji żony zabitego dowiadujemy się, że mordu dokonał przy pomocy nogi od krzesła „Cień” z A.L.-u żądając wydania mu broni. W mieszkaniu widać ślady rabunku i zniszczeń /rozbity fortepian/ oraz libacji. Pomoc była spóźniona, próbowaliśmy zrobić zasadzkę na „Cienia”, ale nie pokazał się w okolicy. Byliśmy świadkami mordu bratobójczego, mordów takich dopuścił się „Cień” kilku. Po wielu latach jeden z dowódców AL. pisał na lamach gazety wrocławskiej, że władze AL rozważały możliwość rozwiązania oddziału „Cienia” jako bandyckiego, ale do tego nie doszło"  źródło: https://oddzialpartyzanckinerwa.blogspot.com/2009/11/akcje-bojowe.html

Akty zgonu W.Jankowskiego i J. Ubogórskiego

Kwestią godną wyjaśnienia są przyczyny tego bestialskiego mordu. Wincenty Jankowski i Józef Ubogórski wprawdzie  nie byli członkami AK (choć różne wersje krążyły), lecz aktywnie wspierali oddziały organizacji, zaopatrując je w żywność i gotówkę. Ireneusz Caban w w swojej monografii dotyczącej 8 Pułku Piechoty Armii Krajowej wprost stwierdza, że zostali oni zamordowani za pomoc wspomnianemu wcześniej oddziałowi AK "Sępa" - "Małego", który został utworzony jako przeciwwaga dla oddziałów AL, coraz śmielej dokonujących rozbojów na tym terenie. 

Ponadto, Wincenty Jankowski był członkiem organizacji "Uprawa" zrzeszającej ziemian przekazujących pieniądze oraz żywność na potrzeby podziemia. Potwierdzenie tego faktu możemy znaleźć w  treści listu Stefana Dembego (siostrzeńca Wincentego Jankowskiego, który podczas okupacji przebywał w majątku) opublikowanego w „Biuletynie Ziemiańskim PTZ” nr 2/6, który napisał co następuje: „Wincenty Jankowski i Józef Ubogorski zamordowani 22.02.1944 r. w majątku Józwów koło Bychawy przez bandę AL »Cienia« (»Przepiórki«) nie byli członkami AK, oczywiście sympatyzując i udzielając wsparcia AK, natomiast mój wuj (W. Jankowski) był członkiem »Uprawy« i łożył duże sumy i pomoc rzeczową za pośrednictwem pana Kochanowskiego z majątku Łopiennik”.

Grobowiec Kowerskich

Wincenty Jankowski został pochowany na bychawskim cmentarzu w grobowcu rodziny Kowerskich, Józef Ubogórski również został pochowany w Bychawie, niestety, jego grobu nie udało mi się odnaleźć.

Przechadzając się bychawskim cmentarzem, proszę, przystańcie przy starym, nadszarpniętym zębem czasu grobowcu, i wspomnijcie Wincentego Jankowskiego, dobrego gospodarza, człowieka wiernego Polsce, który pomoc żołnierzom podziemia przypłacił własnym życiem. 





14 lutego, 2021

79 lat temu, 14 lutego 1942 r. powstała Armia Krajowa

W związku z tą jakże ważną rocznicą, nie zważając na mróz, padający śnieg i zaspy po kolana ❄🌨🥶, udałyśmy się na bychawski cmentarz. Na kwaterze partyzanckiej, gdzie leżą żołnierze Armii Krajowej polegli w naszej okolicy, wymieniłyśmy wypłowiałe biało-czerwone opaski na nowe. Zapaliłyśmy też znicze na każdym z grobów naszych "chłopców z AK", wszak to przede wszystkim Ich święto.


















































W partyzantce u "Spartanina" - wspomnienia Edwarda Zapolskiego-Kusego ps. "Mściwój".

Poniższy tekst jest fragmentem wspomnień Edwarda Zapolskiego -Kusego "Raport z jednego życia. Wypiłem bruderszaft z historią". Cał...