16 lutego, 2025

W partyzantce u "Spartanina" - wspomnienia Edwarda Zapolskiego-Kusego ps. "Mściwój".

Poniższy tekst jest fragmentem wspomnień Edwarda Zapolskiego -Kusego "Raport z jednego życia. Wypiłem bruderszaft z historią". Całość wspomnień dostępna jest w zbiorach Fundacji Ośrodka Karta: https://dlibra.karta.org.pl/Content/65821/PDF/AW_II_1912.pdf

Edward Zapolski-Kusy
"Oddziały lotne Armii Krajowej zapisały niejedną piękną kartę w historii partyzantki. Do najaktywniejszych należały oddziały działające na Lubelszczyźnie, zaś tacy dowódcy, jak por. Zenon Jachymek - ''Wiktor", por. Tadeusz Kuncewicz - "Podkowa", por. Jan Turowski - "Norbert", por. Konrad Bartoszewski - "Wir", ppor. Edward Błaszczak - "Grom", mjr Stefan Wyrzykowski - "Zenon", por. Wojciech Rokicki - "Nerwa", por. Tadeusz Sowa - "Spartanin", por. Stefan Kwaśniewski - ''Wiktor", kpt. Bolesław Flisiuk - "Jarema", kpt. Wacław Rejmak - "Ostoja" i por. Aleksander Sarkisow - "Szaruga" mają w tej walce swój znaczący dorobek. Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą, gdzie się dużo strzela tam i straty ludzkie są spore. Największe straty w okręgu lubelskim A.K. poniósł inspektorat zamojski, bowiem wyniosły one ponad 400 osób. Większe · straty poniosła jednak Armia Krajowa w wyniku stosowania zasady odpowiedzialności zbiorowej, akcji przesiedleńczej i masowych aresztowań, niż działalności kontrwywiadu okupanta i walki partyzanckiej. W toku akcji zbrojnych tylko w nielicznych wypadkach straty były znaczne jak na przykład w wyniku walk w Puszczy Solskiej, gdzie poległo 850 partyzantów, bitwy oddziału "Nerwy” w Pawlinie - 32 partyzantów, oddziału "Podlaskiego" w dniu 2 lutego 1943 roku - 33 partyzantów, czy też straty oddziałów tomaszowskich i hrubieszowskich podczas akcji przeciwukraińskiej w dniu 2 czerwca 1944 roku - 72 żołnierzy A.K. Dziennik działań bojowych zgrupowania OP 9 zawiera dane o 52 żołnierzach, zabitych podczas walk. Ogólne straty Armii Krajowej w całym kraju do akcji "Burza'' i powstania warszawskiego oszacowano na przeszło 62 tysiące, co stanowiło około 18% całego stanu organizacji. W stosunku do okręgu lubelskiego procent ten był nieco wyższy, zaś straty osobowe wyniosły nie mniej niż 11 tysięcy członków. Oddziały lotne występowały przede wszystkim na terenach o małym zalesieniu. Nie posiadając stałych i bezpiecznych baz leśnych, stacjonowały one zazwyczaj we wsiach, zmieniając często miejsce swojeg postoju. Oddziały te były najczęściej mało liczebne i niekiedy działały małymi sekcjami. Taki charakter miały oddziały obwodu puławskiego - "Orlika", "Hektora" i "Argila", lubelskiego -  "Nerwy" i "Rysia", lubartowskiego - "Brzechwy", "Uskoka" i "Lekarza". Większość oddziałów partyzanckich okręgu lubelskiego, powstałych w 1943 roku, zawiązała się w sposób żywiołowy, na skutek akcji wysiedleńczej, aresztowań, zagrożenia organizacji lub terenu. W ten sposób powstały na przykład oddziały ''Wara”, "Orlika" i "Spartanina". 

Jeszcze w 1942 roku, w Bychawie, hitlerowcy aresztowali członka ZWZ Ryszarda Buczka, osadzając go w miejscowym areszcie. Grupa tamtejszej młodzieży, pod dowództwem Seweryna Kryski - "Konny" oraz grupa ZWZ ze wsi Dębszczyzna, nocą włamały się do aresztu i uwolniły więźnia. Po wycofaniu się z Bychawy, część bojowców dołączyła do stałej grupy partyzanckiej, organizowanej przez ppor. Tadeusza Sawę "Spartanina". Oddział ten, późniejszy IV pluton OP 8, rozpoczął swoją działalność w maju 1943 roku, w rejonie Bychawy. Zastępcą "Spartanina" został ppor. Stefan Jankowski - "Janota". Początkowo liczył około 20 osób spalonych lub zagrożonych aresztowaniem, z okolicznych placówek A.K. W tym czasie oddział działał w północno-wschodniej części powiatu lubelskiego i w lasach kozłowieckich w powiecie lubartowskim. Zanim ja pojawiłem się w jego szeregach, oddział miał za sobą już kilka akcji bojowych: 11 sierpnia 1943 roku stoczył potyczkę z żandarmerią w Jabłonnie w powiecie lubelskim, 17 sierpnia rozbił obóz junaków w Minkowicach, 19 sierpnia rozbroił posterunek policji granatowej w Nasutowie, a 24 sierpnia stoczył potyczkę z 30-osobową grupą żandarmów w lasach kozłowieckich. W sierpniu 1943 roku, po potyczce w okolicy Krzczonowa, oddział rozproszył się /liczył wówczas około 30 osób/, by ponownie uformować się w październiku. Przez okres zimowy oddział przebywał na kwaterach m.in. w miejscowościach: Zdrapy, Bychawka, Wierciszów. Gdy w końcu lutego 1944 roku zostałem skierowany do tego oddziału, udałem się na przedmieście Lublina, ''Dziesiąta", gdzie zazwyczaj gromadziło się sporo furmanek ze wsi położonych na południe od miasta. Pierwszy wieśniak, zapytany o podwodę do okolic Bychawy, nie wdając się w długą rozmowę ze mną, zaoferował swoją. Po przejechaniu kilku kilometrów, gdzieś w okolicach Mętowa /tu przed wojną ukończyłem trzeci i siódmy oddział szkoły powszechnej/ mój woźnica niespodziewanie  odezwał się: "Chyba panu nie zależy na spotkaniu z Niemcami?" To mówiąc, skręcił z szosy Lublin-Wysokie w prawo i inną drogą, mniej uczęszczaną, dotarliśmy późnym popołudniem w pobliże Bychawy. Tutaj stwierdził, że przyszła pora na rozstanie. Za przewóz nie wziął ani gorsza. Za chwilę zostałem sam w miejscu, skąd do Lewandowszczyzny było 2 lub 3 km. Maszerując wzdłuż lasu, ciągnącego się od Bożego Daru po wieś Zielona, znalazłem się po pewnym czasie pod Lewandowszczyzną. Nagle zza jednego drzewa wysunął się młody człowiek z karabinem, wołając: - Stój! Kto idzie?" Gdy poinformowałem go o celu mojej wędrówki, poprowadził mnie do wsi. Po drodze przedstawił się, mówiąc, że nazywa się "Maratończyk". Zaprowadzony do dowódcy, zameldowałem się, informując go o skierowaniu do jego oddziału. Przy wpisywaniu do ewidencji wylegitymowałem się ostatnio używaną kenkartą na nazwisko Zapolski, ujawniając jednak dowódcy swoje prawdziwe nazwisko Kusy. Powiedziałem, że moją tożsamość może potwierdzić mieszkający tu brat mojej matki, Stanisław Marcinkowski. Dowódca, przystojny 30-letni brunet, wysłał jednego z obecnych partyzantów do wuja. "Proszę wezwać "Jarząba", bo jest tu ktoś powołujący się na niego!" Za chwilę pojawił się "Jarząb", zameldował się "Spartaninowi" i oświadczywszy, że jestem jego siostrzeńcem z Lublina, serdecznie ucałował się ze mną. W ten sposób dowiedziałem się, że wuj to obecnie "Jarząb" i że jest członkiem miejscowej placówki. Za radą dowódcy, pseudonim "Stefan" zmieniłem na "Mściwój” aby zatrzeć za sobą ślady, ponieważ dotychczasowy mógł być już przez gestapo rozszyfrowany. Zostałem wcielony do jednej z drużyn /zdaje się, że do drugiej/ dowodzonych: pierwsza przez Albina Kostrzewskiego - "Kędziorka", druga przez Kazimierza Kostrzewskiego - "Korzenia" i trzecia przez Ryszarda Buczka - "Brzaska". Podoficerem broni oddziału był Seweryn Kryska - "Konny",  a kwatermistrzem - Stanisław Kopeć. Zima ubezpieczała nas przed niespodziewaną wizytą Niemców, ponieważ śnieg umożliwiał poruszanie się ich w terenie wyłącznie wozami lub saniami, a nie samochodami. Czas spędzaliśmy na wsiach, dokonując niezbędnych zmian miejsca pobytu co kilka dni. Podczas kwaterowania we wsiach odbywaliśmy intensywne szkolenie wojskowe: musztrę, naukę o broni własnej i niemieckiej, zasady taktyki walki partyzanckiej. Pamiętam, że wtedy wsiadłem pierwszy raz w życiu na konia. Nasz dowódca chciał, aby każdy partyzant umiał jeździć konno. Koledzy, chcąc zażartować z nowicjusza, spłoszyli konia i ten galopując zrzucił ze swego grzbietu kłopotliwy bagaż. Całe szczęście że śnieg był dosyć głęboki i upadek zakończył się szczęśliwie w najbliższej zaspie. W wolnych chwilach uczyliśmy się śpiewać partyzanckie piosenki, a była ich niezliczona ilość. Wraz z nami piosenki te śpiewała okoliczna ludność i do dziś jeszcze po wsiach tamtejszych niemal powszechna jest ich znajomość. Święta Wielkanocy w dniach 9 1 10 kwietnia 1944 roku spędziliśmy na kwaterach gdzieś w okolicy Kosarzewa, a więc i blisko Bychawy, skąd było dobrze widać komin cegielni, stanowiącej własność naszego wodza. W tym miejscu muszę przytoczyć żartobliwą opinię, panującą w okolicy, że "Spartanin" kwateruje zawsze we wsiach, z których jest widoczny tenże komin. Zresztą żart ten był o tyle bliski prawdy, że Bychawa, stanowiąc centrum naszego rejonu partyzanckiego, zmuszała nas do poruszania się wokół niej, raz bliżej a raz dalej, ale przeważnie tak,że komin cegielni nie znikał z pola widzenia.

 Oddział istniał do początku maja 1944 roku, kiedy to na rozkaz Inspektoratu Rejonowego "Lublin" rozpoczęto jeszcze w kwietniu dochodzenie w sprawie "Spartanina". Oddziałowi zarzucano bezprawne pobranie koni, sprzętu i broni z folwarków i placówek. Z chwilą likwidacji oddziału 16 osób skierowano do oddziału "Szarugi", 6 do "Nerwy", 15 na placówki, a 12 ze "Spartaninem" na czele do dyspozycji komendanta Obwodu ·Lublin-Powiat. Z grupy tej utworzono następnie kilkuosobowy oddział łącznikowy obwodu. O okolicznościach rozwiązania oddziału informuje szczegółowo dokument zatytułowany "Meldunek komendanta Obwodu Lublin-Powiat do Inspektoratu Rejonowego "Lublin" w sprawie rozwiązania oddziału "Spartanina". Poniżej przytaczam w skrócie najważniejsze jego punkty. Dokument stwierdzał, że inspekcja została przeprowadzona w dniach 2 i 3 maja 1944 roku w wykonaniu rozkazu z 29 kwietnia 1944 roku. 

Stwierdzono stan:

a) - ludzi: - 2 oficerów, 2 podchorążych, 4 podoficerów,  46 szeregowych, 2 sanitariuszki, 1 oficer sowiecki zbiegły z obozu jeńców, 3 szeregowych na urlopie.

b) - broni -1 lekki karabin maszynowy, 1 ręczny karabin maszynowy, 1 pistolet maszynowy /zdobyty w akcji pod Nasutowem/, 35 karabinów i karabinków, 16 pistoletów różnych /własność posiadaczy/, 5 granatów.z zapalnikami, 1 rakietnice z 1 rakietą białą, trotyl oraz amunicją go karąbinów po 50 sztuk na każdy.

 c) - koni i  wozów - 24 konie, 8 wozów. 

d) innego sprzętu -13 płacht namiotowych, 10 płaszczy gumowych. 

Ludzi i broń podzielono:

1) na placówki - 2 podchorążych, 2 podoficerów, 11 szeregowych, 11 karabinów z amunicją, 5 granatów, 2 konie, 1 wóz. 

2) do oddziału dyspozycyjnego Komendy Obwodu Lublin - Powiat - 1 oficera, 1 podoficera, 10 szeregowych, 1·pistolet maszynowy, 10 karabinów, 11 granatów, 1 rakietnica, 100 ładunków wiertniczych, 1 torba sanitarna, 7 koni, 1 wóz, 5 siodeł.

3. do plutonu “Szarugi” - 1 oficera, 1 podoficera, 14 szeregowych, 5 .karabinów, 10 płaszczy gumowych.

4. do plutonu “Nerwy" - 14 szeregowych, 2 sanitariuszki, 8 karabinów, 10 płacht namiotowych.

5. do partyzantki radzieckiej - 1 oficera sowieckiego. 

Według meldunku ppor. "Sarmata" otrzymał w styczniu i lutym na utrzymanie oddziału 17.000 zł, w tym 7.000 zł ze składek społecznych i 10.000 zł od kuzyna "Sarmaty", który przez pewien czas był żołnierzem oddziału. W okresie od stycznia do kwietnia 1944 roku włącznie,wydano na potrzeby oddziału 50.000 zł. Inspektor ustalił, że "Spartanin",będąc dość zamożnym z domu, większość wydatków na potrzeby oddziału pokrywał własną gotówką. 

Meldunek mjr Stanisława Piotrowskiego - "Jara" został zakończony dwoma wnioskami. Cytuję je w pełnym brzmieniu:

1. Wskazanym byłoby przeprowadzenie ścisłego dochodzenia odnośnie przewinień Ob. "Sarmaty" i jego działalności w terenie. Na mnie Ob. "Sarmata" zrobił wrażenie bardzo dobre i pracującego z poświęceniem żołnierza "

2. o ile jest możliwym, proszę o przydzielenie do obwodu 623 /Lublin-Powiat/ ppor. "Janotę". 


W załączniku do powyższego meldunku "Jar" podaje pełny stan osobowy oddziału, stwierdzony w dniach 2 i 3 maja 1944 roku, z krótką charakterystyką przyczyn pobytu w oddziale poszczególnych partyzantów:

1. ppor. „Sarmata", „Spartanin" - Tadeusz Sowa - spalony od 1940 roku, aresztowani członkowie rodziny, bez dowodu. 

2. ppor. "Janota" - Stefan Jankowski - spalony od 1941 roku, poszukiwany na terenie Lublina i Warszawy. 

3. kpr. pchor. ''Dziryt" - Konstanty Rostworowski - urlop · bezterminowy". 

4. kpr. pchor. "Szakal" - zwolniony z oddziału. 

5. kpr. "Organ" - urlop bezterminowy. 

6. plut. "Pelikan" - spalony od 1943 roku na terenie Lubelszczyzny. 

7. kpr. "Rab" - spalony. 

8. plut. "Sułtan" - nie poszukiwany, lecz spalony na terenie Lubelszczyzny. 

9. Sanit. "Kropka" - Zofia Mioduszewska" - poszukiwana na terenie Lublina, śledzona jako kurierka Sił Zbrojnych od wiosny. 

10. sanit. "Lidia" - Anna Miszczuk - ścigana od 1944 roku, aresztowani członkowie

rodziny. 

11. ppor. "Michał" - Rosjanin przekazany partyzantce sowieckiej. 

12. szer. "Cezar" - Roman Cenzartowicz - poszukiwany. 

13. szer."Cwaniak" - urlop bezterminowy. 14. szer. "Fryc" - poszukiwany, odbity z więzienia. 

15. szer. "Gołąb" - poszukiwany za broń /NSZ/. 

16. szer. "Grom" - poszukiwany na terenie Bychawy /junak/. 

17, szer. "Huragan" - urlop bezterminowy. 18. szer. "Jurand" - nie spalony, ma możność zameldowania się

19. szer. "Kędziorek" - Albin Kostrzewski - poszukiwany od października 1943 roku /NSZ/ za przenoszenie broni. 

20. szer. "Klarnet" - poszukiwany. 

21. szer. "Klon - ? 

22. szer. "Kokoszka" - spalony, członek organizacji. 

23. szer. "Kometa" - poszukiwany. 

24. szer. "Konar" - poszukiwany. 

25. szer. "Konny" -Seweryn Kryska - spalony od 1943 roku /wiosna/. 

26. szer. "Korzeń" - Kazimierz Kostrzewski - spalony w Lublinie za uchylanie się od robót, urlop bezterminowy. 

27. Szer. "Kruk" - spalony. 

28. szer. "Kruszyna" - poszukiwany.

29. szer. "Longin" - Longin Wawruszak - poszukiwany za ucieczkę z Baudienst. 

30. szer. "Lont" - poszukiwany jako junak. 31. szer. "Majcher" - ? 

32. szer. "Malarz" - urlop bezterminowy. 33. szer. "Mściwój" - Edward Zapolski-Kusy - poszukiwany na terenie Lubelszczyzny. 

34. szer. "Nagan" - urlop bezterminowy. 

35, szer. "Neron" - Zbigniew Nagalski - uciekł z Niemiec, poszukiwany przez żandarmerię. 

36. szer. "Olza" - poszedł z oddziałem lotnym "Znicza", uciekł z pracy z firmy niemieckiej. 

37. szer. "Osa" - poszukiwany jako junak.

38. szer. "Płomień" - poszukiwany 

39. szer. "Puchacz - poszukiwany, zbiegł z robót z Niemiec. 

40. szer. "Roma" - wrócił do domu. 

41. szer. Róg" - poszukiwany. 

42. szer. "Ryś" - Ryszard Wnuk - poszukiwany za udział w konspiracji 

43. szer. "Sak" - poszukiwany za udział w konspiracji od 1942 roku. 

44. szer. "Samson" - Piotr Kwapisiewicz - spalony i poszukiwany, w związku z wpadką zapalników, od lutego 1944 roku, na terenie Lublina. 

45. szer. "Sarna" - poszukiwany w drodze karnej. 

46. szer. "Skała" - Józef Miazek - poszukiwany jako junak i za ucieczkę z Niemiec. 

47. szer. "Sten" - wysiedlony i poszukiwany. 

48. szer. "Sygnet" - poszukiwany za przenoszenie broni od 1940 roku 

49. szer. "Tom" - Czesław Linkowski - spalony i poszukiwany. 

50. szer. "Tygrys" - Zbysław Gospodarek - poszukiwany jako junak. 

51. szer. "Werbel" - spalony. 

52. szer. "Zawilec"- poszukiwany. 

53. szer. "Zef" - uciekł przed służbą w S.D. /syn mieszanego małżeństwa/. 

54. szer. "Zenon" - spalony. wiedzą. że był w bandzie.

55. szer.  "Zet" - spalony w Mińsku Maz. i Lublinie, poszukiwany za działalność dywersyjną. 

56. szer. "Żak" ·- poszukiwany jako junak. 57. szer. "Żyła" - uciekł z Baudienstu. 

58. szer. "?" - przydzielony do oddziału ppor. "Nerwy" 

Z przekazanych do oddziału "Nerwy" 14 szeregowych i 2 sanitariuszek udało mi się ustalić skład personalny prawie wszystkich partyzantów, z wyjątkiem 2 osób. Oto wykaz tych osób, z·podaniem pseudonimów oraz nazwisk niektórych z nich: 

1. sanit. "Kropka" - Zofia Mioduszewska 

2. sanit. “Lidia" - Anna Miszczuk. 

3. szer. "Cezar" - Roman Cenzartowicz. 

4. szer. "Klarnet" - NN 

5. ·szer. "Longin" - Longin Wawruszak 

6. szer. "Majcher" - NN 

7. szer. "Mściwój" - Edward Zapolski-Kusy 8. szer. "Neron" - Zbigniew Nogalski.

9. szer.· "Osa" - NN 

10. szer. "Ryś" - Ryszard Wnuk

11. szer. "Samson" - Piotr Kwapisiewicz 

12. szer. “Skała” Józef Miazek

13. szer. "Tom" - Czesław Linkowski 

14. szer. "Tygrys" - Zbysław Gospodarek. 


W książce S.Cabana i Z.Mańkowskiego "Związek Walki Zbrojnej i Armia Krajowa w Okręgu Lubelskim 1939-1944" odnalazłem jeszcze trzy wzmianki. dotyczące oddziału "Spartanina". z okresu po jego rozwiązaniu. Oto one: 

1. Aresztowany w Lublinie /w czerwcu 1944 roku/, na działkach, w domu swej narzeczonej Maksymilian Łukasik z Osowy, pseudonim "Maratończyk", podoficer oddziału por. "Spartanina", ostatnio pracujący w żandarmerii rejonowej, jest młodym, 22-letnim chłopakiem, chorym na serce, trochę tchórzliwym, zachodzi więc obawa wsypy. /Uważny czytelnik niniejszych wspomnień zauważył zapewne, że jest to ten sam partyzant, który pełnił wartę w Lewandowszczyznie w dniu mojego wstąpienia do oddziału "Spartanina”. "Maratończyk" przeżył więzienie, nie wsypując nikogo, mimo obaw wyrażonych przez wywiadowcę w meldunku. Wiem o tym, bo w kwietniu 1945 roku spotkałem go w Lublinie.

2. Na terenie rejonu V. są duże narzekania wśród członków organizacji z rozwiązania niektórych oddziałów /chodzi o rozwiązanie oddziału "Spartanina"/. Ludzie z rozwiązanych oddziałów tułają się bez zajęcia, a ponieważ większość to niezrównoważona jeszcze młodzież, może się ona zdemoralizować, co nie byłoby pożądanym w obecnej chwili. 

3. Obwód Lublin-Powiat przystąpił do realizacji planu "Burzy" 22 lipca, podczas gdy rozkaz komendanta obwodu został formalnie wydany dopiero 23 lipca. 24 lipca 1944 roku ~oddziały BCh, AK i AL przeprowadziły akcję zaczepną przeciwko oddziałowi niemieckiemu z 17 dywizji SS w sile około 250 żołnierzy. Akcja rozegrała się na południowy zachód,od miejscowości Żuków. Trwała ona ponad 4 godziny., Oddziały partyzanckie zmuszone zostały do wycofania się dopiero z chwilą wejścia do akcji większych sił niemieckich. Ze strony AK w bitwie brały udział oddziały pod dowództwem por. "Naszego" (Józef Moskała), "Spartanina" oraz oddział łączności pod dowództwem ''Dołęgi'' (Leon Rembarz). Całością akcji dowodził komendant obwodu lubelskiego mjr "Jar"(Stanisław Piotrowski). Doprowadziwszy do końca historię oddziału ppor. "Spartanina", mogę obecnie wrócić do dalszych moich losów. W dniu 4 maja 1944 roku grupa 16 partyzantów, przeznaczonych do oddziału ppor. "Szarugi", oraz 16 do oddziału ppor. "Nerwy", pod wspólnym dowództwem ppor. "Janoty", zameldowała się w miejscu postoju oddziału ppor. "Nerwy". Przechodząc do. oddziału ppor. "Nerwy" zmieniłem pseudonim "Mściwój" na "Dewajtis”."


Edward Zapolski-Kusy ps. "Mściwój", "Dewajtis", ur. 3.VII.1922 r. w Kosarzewie.  Więzień Zamku Lubelskiego 10 I 1940 - 5.VI.1940, 1941 - 1943 - Komórka wywiadu w Urzędzie Pocztowym w Lublinie, Oddziały Partyzanckie 1943 - 1944: oddział „Spartanina’’pseud."Mściwój", oddział "Nerwy" pseud. "Dewajtis", Odznaczenia: Medal Wojska x3, Krzyż A.K.
Notka biograficzna oraz zdjęcie pochodzą ze strony: https://oddzialpartyzanckinerwa.blogspot.com

13 lutego, 2025

Oddział partyzancki Tadeusza Sowy ps. "Spartanin", "Sarmata"

Por. Tadeusz Sowa ps."Spartanin"
Grupa lotna, przekształcona następnie w oddział partyzancki „Spartanina", powstała w maju-czerwcu 1943 roku. Jej organizatorem i dowódcą był komendant placówki ZWZ-AK Bychawa ppor. rez. Tadeusz Sowa (,,Spartanin").
Składała się z kilkunastu osób, które od dłuższego czasu pozostawały w konspiracyjnych kwaterach w Bychawie i okolicznych wsiach. W ciągu następnych tygodni grupa „Spartanina" stała się miejscem schronienia dla ludzi „spalonych", zbiegłych ze służby w Baudienście czy z innych powodów zmuszonych do ukrywania się przed okupantem.
Od samego początku oddział „Spartanina” miał charakter lotny. Zmieniał często kwatery, nie pozostając w jednym miejscu dłużej niż kilka dni. Operował w tym czasie przede wszystkim w okolicy Bychawy, ale przechodził także w inne rejony powiatu lubelskiego, a okresowo kwaterował takie w lasach kozłowieckich. Podlegał służbowo komendantowi rejonu V (Bychawa-Piotrowice- Niedrzwica Duża) w obwodzie AK Lublin-powiat por. służby stałej Józefowi Kukule ( “Derwisz'', “Kurek”). W lipcu 1943 r. Komenda Obwodu AK Lublin skierowała do oddziału dotychczasowego oficera broni w rejonie I (Bełżyce-Jastków-Konopnica- Wojciechów) pchor. Wojciecha Rokickiego (“Nerwa”). Równocześnie z tą decyzją w skład oddziału została włączona kilkuosobowa grupa o podobnym charakterze, która utworzyła się także wiosną 1943 r. w rejonie Motycza i Wojciechowa i dowodzona była przez pchor Apolinarego Repsa („Żegota” ) Połączenie obu grup nastąpiło w lesie koło Prawiednik. Oddział liczył wówczas około 30 żołnierzy i faktycznie był pierwszym oddziałem partyzanckim w obwodzie lubelskim, podległym bezpośredni komendantowi obwodu.
Zbiórka oddziału "Spartanina"
Podobnie jak w pierwszym oddziale, dowodzonym przez ppor. Tadeusza Sowę, również w oddziale „Sarmaty" zdecydowana większość partyzantów pochodziła z rodzin chłopskich i rzemieślniczych z Bychawy i okolicznych wsi. Na przełomie kwietnia i maja 1944 r. oddział „Sarmaty" liczył 60 żołnierzy, w tym 3 oficerów (,,Sarmata", ,,Janota" i „Michał"), 2 podchorążych (,,Dziryt" i „Szakal"), 4 podoficerów (plut. ,,Pelikan", plut. ,,Sułtan", kpr. ,,Rab" i kpr. ,,Organ"), 10 żołnierzy po ukończonym kursie podoficerskim, 39 szeregowych oraz 2 sanitariuszki (,,Lidka" i „Kropka").
W uzbrojeniu IV plutonu OP 8 Sarmaty'' znajdowały się: lekki i ręczny karabin maszynowy, pistolet maszynowy, 35 karabinów i kilka granatów. Ponadto oddział dysponował niewielką ilością matenałów wybuchowych, 2 rakietnicami, 13 płachtami namiotowymi oraz stosunkowo dużym taborem (8 wozów i 24 konie). Broń, jaką dysponował oddział, pochodziła głównie z 2 źródeł - z placówek, na zasadach wypożyczenia oraz wniesiona przez poszczególnych żołnierzy. Mimo podległości komendzie obwodu, a następnie zgrupowaniu OP 8, oddział nie otrzymywał z tych źródeł żadnych funduszy na swoje utrzymanie. Pochodziły one przede wszystkim ze składek społecznych oraz funduszy V rejonu obwodu lubelskiego. W kwietniu nastąpiło zakończenie kursu podoficerskiego. Zbiegło się ono z rozkazem dowódcy zgrupowania OP 8 kpt. „Młota" z 29 kwietnia 1944 r. o rozwiązaniu oddziału ,,Sarmaty". O decyzji tej żołnierze zostali powiadomieni 2 maja. Okoliczności jej nie są w pełni wyjaśnione. Z rozkazu inspektora inspektoratu rejonowego Lublin ppłk. Edwarda Jasińskiego (,,Nurt"') z 11 maja wynika, że rozwiązanie miało charakter dyscyplinarny i że wobec dowódcy oddziału zamierzał on wszcząć postępowanie dochodzeniowe.
Decyzja o rozwiązaniu wywołała niezadowolenie w oddziale. Podobnie przyjęto ją na terenie V rejonu i w jego dowództwie. Z zachowanych dokumentów i dalszych losów „Spartanina" - ,,Sarmaty" wnioskować należy, że również komendant obwodu lubelskiego kpt. Stanisław Piotrowski (,,Jar") nie był przekonany o słuszności decyzji podjętej przez inspektorat i dowódcę zgrupowania OP 8. Decyzja ta była krytykowana jeszcze miesiąc później.
Żołnierze oddziału "Spartanina" z dowódcą
Po koncentracji obu grup partyzanci natknęli się na patrol, wysłany do lasu przez odbywającą ćwiczenia w rejonie Dąbrowy większą jednostkę piechoty niemieckiej. Po starciu oddział zmuszony został wycofać się z zagrożonego rejonu, a następnie przeszedł w okolice Bychawy. Oddział nie posiadał określonej struktury wewnętrznej. Mimo połączenia nia się w jeden organizm partyzancki 2 wspomnianych grup,i,zachowały one swoją odrębność, co było powodem, że po pewnym czasie z oddziału odeszła grupa “Żegoty". Powróciła ona na teren Motycza gdzie w tym czasie ppor. rez. Aleksander Sarkisow ( „Czarnota”, ”Szaruga”) organizował oddział specjalny do odbioru zrzutów. Stanowiła ona zaczątek tego oddziału.
Zastępcą dowódcy oddziału „Spartanina" był ppor. rez. Stefan Jankowski ( „Janota"). Innych funkcji w oddziale nie udało się ustalić, prawdopodobnie nie były one wydzielone. Oddział był stosunkowo nieźle uzbrojony. Obok karabinów dysponował także 3 karabinami maszynowymi, stosowanymi w pokładowym uzbrojeniu samolotów. Partyzanci tego oddziału operowali na terenie mało zalesionym, w związku z czym byli systematycznie śledzeni przez żandarmerię i liczne w tym czasie pododdziały ochrony zbiorów. Po kilku udanych potyczkach z Niemcami 3 października 1943 r. oddział został w rejonie Nowin Żukowskich zaskoczony przez Niemców (prawdopodobnie przez pododdział ochrony zbiorów stacjonujący w Krzczonowie). Nie przygotowany do walki i źle ubezpieczony, rozproszył się.
W połowie grudnia 1943 r., gromadząc część ludzi z poprzedniego oddziału, ppor. Tadeusz Sowa z własnej inicjatywy ponownie rozpoczął organizować oddział partyzancki. W tym czasie występował pod pseudonimem „Sarmata" i taką oficjalnie nazwę nosił nowo powstały oddział (potocznie nadal nazywano go oddziałem „Spartanina"). Organizacyjnie podlegał komendantowi obwodu AK Lublin, z chwilą utworzenia OP 8 został mu podporządkowany jako IV pluton partyzancki zgrupowania. Podlegał wówczas kpt. Konradowi Szmedingowi („Młot”).
W okresie zimy 1943/1944 r. oddział przebywał na kwaterach między innymi w miejscowościach Zdrapy, Bychawka i Wierciszów. Stan jego wynosił wówczas 30-40 ludzi.
W III dekadzie lutego 1944 r. OP „Sarmaty" został skierowany na teren rejonu Zakrzówek, w obwodzie kraśnickim, gdzie miał wzmocnić operujący tam oddział lotny „Sępa” (,.Małego") w związku z napięciem, jakie zaistniało na tym terenie po napadzie oddziału AL „Cienia" na majątek Józwów.
Oddział pozostawał na wspólnych kwaterach z OL „Sępa” („Małego") do połowy marca, a następnie powrócił na swój macierzysty teren. Wiosną 1944 r. dowódca OP 8 zamierzał przerzucić oddział na wschód obwodu lubelskiego, skąd napływały meldunki o aktywizowaniu się ruchu ukraińskich nacjonalistów. Oddział miał w związku z tym zostać dozbrojony w broń maszynową. Niewykonanie tego rozkazu stało się później przedmiotem dochodzenia w stosunku do jego dowódcy i jednym z powodów rozwiązania oddziału.
Konny zwiad oddziału "Spartanina"
Z chwilą zatwierdzenia oddziału dowództwo inspektoratu rejonowego Lublin nadało mu charakter ośrodka szkoleniowego i w styczniu 1944 r. przy udziale „Sarmaty" został uruchomiony kurs młodszych dowódców piechoty (szkoła podoficerska), w którym uczestniczyło 11 partyzantów. Dowódcą kursu został ppor. S. Jankowski („Janota”), natomiast instruktorami "byli przedwojenni podoficerowie zawodowi: plut. ,,Pelikan" (NN), plut. ,,Sułtan" (NN), kpr. pchor. saper “Szakal" (NN) oraz kpr. Aleksander Olędzki (,,Rab”).
W tym okresie oddział partyzancki „Sarmaty” składał się z trzech drużyn, którymi dowodzili: I - strz. Albin Kostrzewski („Kędziorek"), 2 - strz. Kazimierz Kostrzewski ( „Korzeń'") i 3 strz. Ryszard Buczek (,,Brzask"). Wszyscy byli również słuchaczami kursu młodszych dowódców piechoty. Podoficerem broni był początkowo strz. Seweryn Kryska (,,Konny"), który następnie został dowódcą zwiadu konnego. Oddział miał również wydzieloną sekcję lekkich karabinów maszynowych, którą dowodził strz. Czesław Linkowski ( „Tom”). Kwatermistrzem oddziału był Stanisław Kopeć.
Z uwagi na swój charakter, poza akcjami zaopatrzeniowymi oddział nie prowadził innych działań zbrojnych.
Raport kontrwywiadowczy z rejonu Bychawa z 3 czerwca 1944 r. stwierdzał m.in.: ,,Druga sprawa, to szemranie społeczeństwa na dowództwo AK, że rozwiązuje oddziały. Wyrażam w tej chwili nastrój i myśli społeczeństwa. Mówią: w Warszawie potęgują oddziały i dozbrajają, a w Lubelskiem rozbrajają i rozwiązują. Wyczuwa się - mówią - niezdrowe pociągnięcia góry i to celowe. Jeśli oddział robi przestępstwa, powinni być dowódcy ukarani, a nie rozwiązywać oddział"'. Raport kończył się wnioskiem o ponowne utworzenie oddziału partyzanckiego w rejonie Bychawy, gdyż jak stwierdzono „ludzie z oddziałów rozwiązanych tułają się bez zajęcia, bez domu, bez jedzenia”.

Oddział partyzancki "Spartanina"
Ostatecznie rozwiązanie oddziału partyzanckiego IV plutonu OP 8 nastąpiło 4 maja 1944 roku. Pierwotnie większość jego członków miała być skierowana do oddziału specjalnego „Szarugi” , pozostali zaś - otrzymać bezterminowy urlop. Ostatecznie jednak rozdzielono partyzantów „Sarmaty" pomiędzy oddziały „Szarugi", “Nerwy” i „Małego". W wyniku starań komendanta obwodu AK Lublin, wydzielona grupa 12 ludzi na czele z dowódcą rozwiązanego oddziału została przekazana pod jego dowództwo i stanowiła oddział dyspozycyjny Komendy Obwodu Lublin. Był to więc faktycznie trzeci oddział „Spartanina,, - ,,Sarmaty". Spełniał on funkcję ochrony sztabu i rolę konnego oddziału łącznikowego (oficjalnie nazywany pocztem dowódcy obwodu). Pod koniec okupacji liczył około 20 ludzi i najczęściej przebywał w rejonie Krzczonowa w m.p. dowódcy obwodu. W takim stanie przetrwał do zajęcia Lubelszczyzny przez wojska radzieckie.

Tadeusz Sowa („Spartanin”, „Sarmata”) był podporucznikiem rezerwy piechoty. Urodził się w 1911 r. w Kraśniku. Podczas okupacji właściciel cegielni w Bychawie. Od 1939 r. członek SZP, a następnie ZWZ i AK. Komendant placówki ZWZ-AK, a później rejonu Bychawa. Od sierpnia 1940 r. poszukiwany przez gestapo ukrywał się . W maju 1943 r. utworzył oddział partyzancki, którym dowodził do początków maja 1944 roku. Później oficer Komendy Obwodu Lublin-powiat i dowódca oddziału łącznikowego. Zmarł w 1995 r., pochowany na cmentarzu w Bychawie. Był odznaczony Krzyżem Walecznych.


Wykaz (niepełny) żołnierzy oddziału: 

„Blask” (NN)                                                        „Jastrząb”(NN)
 Buczek Ryszard („Brzask''')                                 ,,Jurand" (NN)
Cenzartowicz Roman ("Cezar'')                             Kasiak Józef (,,Luśnia”)
„Cięciwa” (NN)                                                    ,,Kim" (NN)
„Cwaniak” (NN)                                                   ,,Klarnet" (NN)
„Fryc” (NN )                                                         ,,Klon" (NN)
"Gołąb” (NN)                                                        ,,Kokoszka" (NN)
"Gospodarek Zbysław (,,Tygrys")                         ,,Kometa" (NN) 
"Grom„ (NN)                                                         ,,Konar" (NN)     
Hoffman Zbigniew (,,Zew'')                                    Kopeć Stanisław                                
"Huragan”(NN)                                                       Kostrzewski Albin („Kędziorek”)
Jankowski Stefan (,,Janota")                                   Kostrzewski Kazimierz (,,Korzeń”)
Kręglicki Tadeusz (,,Tadeusz")                               „Roma" (NN)
 „Kruk" (NN)                                                          Roztworowski Konstanty („Dziryt”) 
Kryska Seweryn (,,Konny")                                    ,,Róg" (NN)
Linkowski Czesław (,,Tom")                                   ,,Ryś" (NN)
„Longin" (NN)                                                        ,,Sak" (NN)
„Lont" (NN)                                                             "Samson" (NN)
Łukasik Maksymilian(„Maratończyk")                   „Sarna" (NN)
„Majcher" (NN)                                                       "Skała" (NN)
„Malarz” (NN)                                                         „Sosna" (NN)
„Michał (NN), Rosjanin                                           Sowa Tadeusz (,,Spartanin", ,,Sarmata'')
Mioduszewska Zofia („Kropka” )                            „Sten”(NN)
Miszczuk Anna (,,Lidka")                                        ,,Sułtan” (NN)
Miszczuk Stanisław („Kruszyna")                            „Sygnet" (NN)
Nagalski Zbigniew („Neron")                                   Szacoń Aleksander „ Organ”        
„Nagan" (NN)                                                           „Szakal" (NN)
"Niedźwiedź" (NN) Rosjanin                                   Szydłowski Zygfryd (,,Rafał”')
Nowaczek Henryk („Romek")                                  ,,Werbel" (NN)
„Nowy" (NN)                                                            Wiernicki Jan (,,Strzemię")
Olędzki Aleksander (,,Rab")                                    Winiarczyk Zygmunt (,,Kania")
,,Olza" (NN)                                                             Zapolski-Kusy Edward (“Mściwój”)
,,Osa" (NN)                                                                ,,Zawilec" (NN)
,, Pelikan" (NN)                                                        ,,Zenon" (NN)
,, Płomień" (NN)                                                      Zentel Bronisław "Bronek"
,, Puchacz" (NN)                                                       ,,Zet" (NN)
Reps Apolinary (,,Żegota")                                       "Żak" (NN) 
Rokicki Wojciech (,,Nerwa")                                    „Żyła" (NN)
Rola Jan (,,Szmajser")                                               



Straty oddziału:

„Blask” (NN) ciężko ranny w II 1944 r. w wyniku wypadku z bronią podczas ćwiczeń, zmarł w szpitalu w Lublinie;
„Cięciwa” (NN) poległ 2 IX 1943 r. w Nasutowie w starciu z Niemcami (Prawdopodobne nazwisko: Zarosiński)
„Niedźwiedź" (NN); NN Rosjanin, obaj polegli 2 IX 1943 r. w Nasutowie.
Ponadto z oddziału zginęło trzech nie znanych żołnierzy, dwóch z nich 3 VIII 1943 r. w rejonie Tuszówka, a trzeci - 4 VIII 1943 r. w pobliżu Jabłonnej.

Komentarz do opracowania I. Cabana:
W. Rokicki (,,Nerwa"), w odpowiedziach na pytania w sprawie genezy oddziału „Nerwy" i ,,Szarugi", podaje, że skierowanie go do oddziału “Spartanina" łączyło się z objęciem przez niego dowództwa oddziału, które miał pełnić przez około 3 tygodnie, tj. do momentu powołania go na adiutanta komendanta obwodu AK Lublin. W zachowanym raporcie Kedywu za lipiec i sierpień 1943 r. używa jednak nadal nazwy oddział „Spartanina.
    Nieco inaczej związki tej grupy że ,,Spartaninem” przedstawił J. Kasiak “Luśnia” w relacjach z 11 i 26 VI 1986 r. zamieszczonych w opracowaniu Muszyńskiego „Przyczynek do dziejów oddziału ... , cyt. wyd., s. 84- 85. Pisze on między innymi: .,W czasie kiedy powstał nasz oddział, kiedy nas było już kilkunastu, to dość często, przynajmniej raz w miesiącu na parę dni, dwa, trzy, cztery, chodziliśmy w kilku do “Spartanina”. Nie wiem, czym to było spowodowane, ale tak było. Szliśmy do niego, chodziliśmy z nim przeważnie koło Bychawy, Bychawki i innych okolicznych miejscowościach. Myśmy wtedy właściwie byli trzonem tego oddziału „Spartanina”, myśmy chodzili tam na szkolenie, przynajmniej mnie tak się zdaje, że po to nas tam „Szaruga” wysłał [ ... ] Po pewnym czasie przyszedł do nas “Żegota” - Apolinary Reps i jemu „Czarnota” powierzył dowództwo [ ... ] »Żegota« dowodził naszą grupą przed powstaniem właściwego oddziału »Szarugi«".
    Po rozwiązaniu oddziału „Sarmaty" kryptonim ten otrzymał oddział partyzancki „Lekarza” działający na terenie obwodu AK Lubartów.
    Jak wynika z meldunku komendanta obwodu AK Lublin kpt. ,,Jara" (patrz Caban, Mańkowski, ZWZ i AK w okręgu lubelskim, cz. 2, cyt. wyd., s. 344) niewykonanie tego rozkazu spowodowane było „niedokładnym zrozumieniem rozkazu przez Apr [kryptonim stopnia ppor. - przyp. I. C.] »Sarmatę«, wydanego mu przez ob. „Młota”. Sarmata przed odmarszem na wschód miał otrzymać broń maszynową. Ponieważ tej broni nie otrzymał, więc nie odmaszerował". Interesującym przyczynkiem " tej sprawie Jest sprawozdanie Komendy Obwodu BCh Krasnystaw z 3 V 1944 r (APL, 40/I/1) według którego oddział „Sarmaty" nie miał przejść na tereny południowo-wschodnie obwodu AK Lublin, lecz do obwodu hrubieszowskiego.
 
     Aleksander Olędzki był skoczkiem spadochronowym z Anglii. Po wrześniu 1939 r przedostał się do Rumuni, gdzie został internowany. Po ucieczce z obozu przedostał się do Francji i był żołnierzem brygady pancernej gen. Maczka. Po kapitulacji Francji znalazł sir na terenie Wielkiej Brytanii. Po przejściu specjalnego przeszkolenia zrzucony 17 III 1943 r. do kraju jako kurier do Delegata Rządu. Na~tępnic b}I w ochron.ie Delegata Jana Jankowskiego (,,Sobol"). W listopadzie 1943 r. został spalony na terenie Warszawy, w związku z czym na przełomie roku skierowano go do oddziału „Spartanina”. Po rozwiązaniu oddziału był w tzw. trzecim oddziale „Spartanina"-„'.Sarmaty”. Prowadził min. szkolenie w zakresie łączności na kursach w plutonie szkolnym oddziału partyzanckiego „Pająk”.

     Prowadząc inspekcję oddziału, związaną z decyzją o jego rozwiązaniu. komendant obwodu kpt. ,,Jar" odnotował w raporcie: ,,Według meldunku »Apr Sarmaty<< otrzamał on na utrzymanie oddziału w styczniu br. 3000 zł ze składek społecznych, za które kupił 2 kożuchy, i 4000 zł w lutym br. z rej. V na wypłatę żołdu i 10 OOO zł wypłacił »Sarmacie« jego kuzyn, który przez pewien czas był żołnierzem tego oddziału. Razem 17 zł. Pobieżne zestawienie wydatków, poczynionych na potrzeby oddziału od stycznia br. do chwili obecnej, dokonane - wynosi około 50 000 zł. Z zasięgniętych w tym kierunku przeze mnie informacji wynika, że »Spartanin« będąc dość zamożnym z domu, gros wydatków na potrzeby oddziału pokrywał gotówką własną”.

    Również przekazy relacyjne nie wyjaśniają przekonywująco powodów rozwiązania oddziału. Najczęściej jako motywy podaje się: nieprowadzenie akcji zbrojnych, stacjonowanie w jednym miejscu oraz samowolne rekwizycje. Podczas analizy zachowanych dokumentów dotyczących rozwiązania oddziału nasuwa się przypuszczenie (o ile nie było ważniejszych motywów), że u podłoża tej decyzji legły skargi właścicieli i zarządców majątków, min. Piotrowice, Bychawa, Wola Gałęzowska, Strzyżewice, z których rekwirowano konie wierzchowe i taborowe. Nie wykluczone, że jednym z powodów mogło być niewykonanie rozkazu przejścia na wschód obwodu. Należy także zaznaczyć, że w tym okresie dowódca zgrupowania OP 8 zamierzał dokonać wymiany kadry dowódczej oddziałów partyzanckich oraz rozwiązać część istniejących już oddziałów, organizując w ich miejsce inne. Uwarunkowania tych zamiarów nie są w pełni wyjaśnione.

    W czerwcu 1944 r. został aresztowany M. Łukasik („Maratończyk”), żołnierz ostatniego oddziału „Sarmaty”. Jego dalszych losów nie ustalono.

Charakterystyka oddziału pochodzi z opracowania Ireneusza Cabana 8 Pułk Piechoty Legionów Armii Krajowej - Organizacja i działania bojowe.


01 września, 2024

Wrzesień 1939 r. w Bychawie. "A więc wojna..."

1 września 1939 r. Niemcy napadły na Polskę, naszą Ojczyznę.
Ojczyznę, która dopiero dźwigała się po latach zaborów, która po odzyskaniu niepodległości na odbudowę armii i gospodarki miała zaledwie 20 lat. Byliśmy zbyt słabi militarnie aby równać się z potęgą Niemiec, jednak Wojsko Polskie bohatersko stawiło opór najeźdźcy.
Obrońcy odcinka "Wizna", obrońcy z Westerplatte, z Kępy Oksywskiej, załoga i mieszkańcy Warszawy, naszej stolicy tak bardzo zniszczonej przez Niemców we wrześniu 1939 r.... Obrońcy z odcinka umocnionego "Sarny", Gen. Kleeberg ze swymi żołnierzami, idący na pomoc Warszawie, nie przegrawszy żadnej bitwy z Niemcami...
Pomimo że nie sposób wymienić tutaj wszystkich bohaterów wojny obronnej września 1939 roku, chcę abyście zapamiętali jedno: żołnierz polski walczył o swoją Ojczyznę z bezprzykładnym poświęceniem i odwagą. Choć marne to pocieszenie, odwagę Polaków docenił nawet wróg. Generał von der Lippe, zimą 1942 roku w Berlinie, miał wypowiedzieć następujące słowa: "Wojna nie daje mi satysfakcji, jest łatwa. Nikt się nie broni, każda bitwa jest z góry wygrana. Właściwie bili się tylko Polacy, bronili się jak lwy. Tak, oni bili się jak lwy."
Rozmawiając z uczestnikami wojny obronnej pytałam, co powodowało, że była w społeczeństwie tak ogromna wola walki za Ojczyznę? Że w obliczu napaści Niemiec do obrony kraju zgłaszali się także młodociani chłopcy i starsi wiekiem, którzy kart mobilizacyjnych nie otrzymali i nie musieli tego robić? Odpowiedź niemal zawsze była taka sama: "Myśmy Polskę bardzo kochali."
Wolna, niepodległa Polska była marzeniem Powstańców Listopadowych, Powstańców Styczniowych, marzeniem przekazanym im przez dziadków i pradziadków, które ziściło się za ich życia. W końcu mogli być gospodarzami we własnym kraju, uczyć się i pracować dla niego, szczęśliwie żyć.
Wszystko skończyło się 1 września 1939 r. gdy Polskę zaatakowali Niemcy.



Zachodni fragment ul. Piłsudskiego w Bychawie w latach 30. - widok od strony wschodniej. W centrum zdjęcia widać najokazalszy budynek w ówczesnej Bychawie - gmach banku spółdzielczego (mieszczący także posterunek Policji Państwowej). Budynki na prawo od banku już nie istnieją.
Źródło zdjęcia: https://polska-org.pl/8110719,foto.html?idEntity=8106586



W Bychawie wieść o rozpoczęciu wojny nie wzbudziła początkowo jakiegoś szczególnego przerażenia. Ogólnie sądzono, że wojna nie potrwa długo, przecież organizowane były wiece, na których tłumaczono, że mamy sojusze z Anglią i Francją, że nawet jak nas zaatakują, to otrzymamy pomoc i na lubelszczyznę wojna nie dojdzie...
Po przystąpieniu Anglii i Francji do wojny ludzie na ulicach Bychawy wiwatowali, cieszyli się, że teraz to już na pewno pogonimy Niemców... Mijał jednak dzień za dniem, i jasne stało się, że nasi "sojusznicy" poza wypowiedzeniem wojny, nie mają zamiaru zrobić nic, a już na pewno nie udzielą pomocy militarnej Polsce. A stało się jasne, że potrzebowaliśmy tej pomocy rozpaczliwie.

Gdzieś w na froncie bohatersko bronili Ojczyzny bychawscy mężczyźni, którzy w sierpniu i wrześniu otrzymali karty mobilizacyjne. Poszedł na wojnę Stanisław Maciąg, nauczyciel bychawskiej szkoły, który zginął śmiercią bohatera broniąc bunkra "Piekło" na odcinku umocnionym "Sarny".
Jego podkomendny Adam Kotuła, wspominał, iż "19 września 1939 r. po wysadzeniu jednego z fortów obok cerkwi we wsi Tynne, jego dowódca ppor. rez. Maciąg (kierownik szkoły w Bychawie k/Lublina) zmuszony został do poddania się wraz z podległymi mu żołnierzami. W trakcie ich konwojowania trzech żołnierzy polskich zastrzelili stojący z boku żołnierze sowieccy, a ppor. Maciąga zastrzelił sowiecki oficer."
Poszedł walczyć w obronie Ojczyzny Marian Kotliński, kierownik Szkoły Powszechnej w Bychawie. Ranny, trafił do sowieckiej niewoli i został przewieziony do obozu w Starobielsku.W kwietniu 1941 r. wraz z innymi polskimi oficerami został rozstrzelany w okolicach Charkowa.
Wyruszył bronić Polski podchorąży Jerzy Turowski, o którym słuch zaginął pomimo intensywnych poszukiwań rodziny przez PCK - po latach położono mu symboliczną tablicę na grobie rodzinnym.
Poszło na wojnę wielu, wielu dzielnych Polskich ojców, synów i braci. Wielu do swoich rodzin nie powróciło już nigdy. Ci, którym udało się przeżyć i uniknąć niewoli, wracali do domów w początkach października, bocznymi drogami, zamieniając mundury na cywilne ubrania
Żołnierze polscy którzy dostali się do niewoli niemieckiej, trafiali do oflagów, skąd jedyną możliwością wyjścia było zrzeczenie się statusu jeńca wojennego i przejście do pracy u niemieckiego gospodarza. Wielu korzystało z tej możliwości, aby przy najbliższej sposobności uciec i wrócić do kraju.
W najgorszym położeniu znaleźli się ci, którzy dostali się do niewoli sowieckiej. O nich słuch zazwyczaj ginął, część tylko odnalazła się po latach na listach katyńskich...

Do Bychawy wojna docierała powoli, ale nieubłaganie.
Najpierw pojawiali się pierwsi, nieliczni uchodźcy wojenni, uciekający przed frontem na wschód.
W niedługim czasie wszystkie drogi były wypełniły się kolumnami przemieszczającego się wojska i uciekających przed frontem cywili. Trzeba było zorganizować dla potrzebujących nocleg i jedzenie. Na niebie pojawiły się Niemieckie samoloty znaczone ponurymi, czarnymi krzyżami, które często pikowały nad kolumnami uchodźców ostrzeliwując je, za nic mając, że zabijają cywili.
Od strony Wisły słychać było kanonadę - 8 września Niemcy stanęli na linii rzeki, próbując zająć mosty, których bohatersko bronili żołnierze Armii Lublin. Wkrótce wszystkie przeprawy na rzece zostały zniszczone, aby uniemożliwić Niemcom przeprawę na drugi brzeg. Jednak już 13-14 września Niemcom udało się sforsować Wisłę. Wojsko Polskie otrzymało rozkaz wycofania się na zamojszczyznę, co wykonano następnego dnia. Niemcy maszerowali teraz na opuszczony przez żołnierzy Lublin, w którym obronę organizowali ochotnicy. W warunkach całkowitej improwizacji zdołano sformować trzy bataliony w sile dwóch tysięcy osób, złożone głównie z ochotników oraz żołnierzy rozbitych jednostek, uzbrojone w broń pozostawioną w koszarach 8 Pułku Piechoty Legionów. Lublin bronił się dzielnie do 17 września, kiedy to wobec miażdżącej przewagi wroga zmuszony był skapitulować.

Do Bychawy Niemcy weszli 17 września.
W zbiorach Teatru NN zachowała się relacja Walerii Jakubiak, mieszkanki Bychawy:
" Niemcy przyszły do nas 17-go września. Pierwszego się wojna zaczęła, a 17- go już u nas były Niemcy. Już na wieczór wszędzie plakaty sołtys na drzewach, na mieszkaniach, że to już wojska niemieckie przyszły, już podporządkowana, już godzina policyjna, już nie wolno było wychodzić o tej porze, tylko już w domu. Najpierw przyjechały końmi, trzema końmi, wywiad taki Niemców. I tak jechały na tych koniach, ale to tak jeszcześmy nie wiedzieli, tylko to tak wszystko myślało, że to jest angielskie wojsko. Bo przed tym, jak już ta była wojna, to były wiece, były takie pogadanki, wiece, to takie wszystko, że nikt, że tutaj Niemcy do nas przyjdą - niepodobne, bo Antek z Frankiem nam dadzą pomoc, i tutaj Niemcy do nas nie dojdą. Znaczyło się: Antek to Anglia, a Franek to Francja. I tak jak te końmi jechały Niemcy, nikt nie myślał, tylko że to angielskie wojsko. I tak zebrało się trochę ludzi tak przy gościńcu kupkę. Jedna gospodyni wyniesła bułkę, pieczone bułkę, całą brytfankę. Druga gospodyni kiszonych ogórków garczek, a to była Danki Salasowej matka. I tak z tym plackiem idzie do tych Niemców: "Angliś, Angliś, Angliś" do nich. A ten szwabisko jak: "Fafluchter" jak spiął konia do góry i na nią z tym koniem.
To tylko szczęście, że odskoczyła. I zaraz żeśmy się wszystkie zorientowały - a ja miałam wtenczas dopiero dziesięć czy dwanaście lat - wszystko się porozlatywało i zaraz na noc już mamy ogłoszenie, że to nie „ Angliś ” , tylko Niemcy. No. I już, już szkoły nie było, już wszystko. Ile co kto skończył, ile co kto zdał, to na tym się skończyło.
Potem pamiętam tylko wojna i strach, i wojna, i Niemcy, i strach, i wojna. I do dziś dnia mi się to wszystko kojarzy. Łapanki, poszłaś do kościoła, w czasie mszy kościół przez Niemców obstawiony, ciężarówki wokół kościoła, i wszystko młodzież wychodzi z kościoła, nikt nic nie wie, i do budy, i do budy, i do budy, i do budy. I tak łapały młodzież i wywoziły do Niemiec na roboty, do Oświęcimia, na Majdanek. Niektórym się udało uciec, ale to słabo, przeważnie wywoziły. A niektóre jak się zorientowały, to w kościele się chowały, tam gdzie mogły w jake dziurę. I to młodość moja to tylko się kojarzy wszystko z łapankami, z Niemcami. I nie mogę jak jaki film jest z Niemcami, czy coś, to wszystko we mnie drży i zaraz muszę przełożyć na inny ten, bo nie mogę. To siedzi w człowieku. I te kontygenty jeździły, zabierały ostatnie kilo zboża. Ostatnie wszystko zabierały. To z matką żeśmy na strych wynieśli tak z meter, nie wiem, jakiegoś żyta to było, czy coś, to wlazł szwabisko na strych, zobaczył i tak mnie musi ze trzy razy tą szpizrózgą po plecach, takie dziecko i musiałam wiadrami to zboże znosić i w worek wysypywać. Wszystko zabrały. Nic. Po nocach nie można było spać, bo chodziły, chodziły, i wszędzie były łapanki, i wszędzie były ludzi."
Początek wojny i lata okupacji - Waleria Jakubiak - fragment relacji świadka historii. https://teatrnn.pl/historiamowiona/fragmenty/poczatek-wojny-i-lata-okupacji/

Wkrótce na naszą Ojczyznę spadł kolejny cios - 17 września od wschodu zaatakowali nas Sowieci.
Przez Polskę znów płynęła rzeka uchodźców - tym razem uciekających na zachód.
Wśród uciekających był Henryk Marciszewski z rodzicami, którego relacja zachowała się w Archiwum Historii Mówionej:
" Wyjeżdżaliśmy ( z Janowa)– byli jeszcze Polacy, przyjeżdżaliśmy do Bychawy – byli już Rosjanie.
Nie zapomnę momentu, gdy na szosie stał stół, przy stole stali enkawudziści, a Żydzi z karabinami [i z] czerwonymi opaskami na rękach, rewidowali tłumy ludzi, które przechodziły przez sowiecki kordon.
Z boku stał samochód ciężarowy i wszystkich oficerów, urzędników państwowych, wyłapywano. Rosjanie nie znali stosunków w Polsce, nie wiedzieli co to są za dokumenty, nawet jeżeli ktoś by okazał jakiś dokument, to by nie wiedzieli nawet, co to jest za dokument. Natomiast miejscowi Żydzi w Bychawie robili to za Sowietów. Będę starał się być w Bychawie, może w tym roku pojadę do Bychawy, żeby w miejscowych annałach pokazać rolę, jaką spełniali Żydzi. Nie wszyscy...
- Oni mieli obywatelstwo polskie, byli Polakami?
Byli Polakami. To byli Polacy urodzeni w Polsce, mający obywatelstwo. Ale przecież tam, gdzie wchodzili bolszewicy do Polski, Żydzi [ich] witali kwiatami i transparentami! […]"
Całość relacji:
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/henryk-marciszewski,1189.html

Relację pana Henryka potwierdza relacja starszego przodownika Policji Polskiej Leona Błażeja Zwolińskiego, który w końcu września 1939 r. wraz z oddziałem znalazł się w Bychawie:
"Przed wieczorem dotarliśmy do Fajsławic pow. Krasnystaw i po półgodzinnym postoju ruszyliśmy dalej w kierunku Bychawy. Jechaliśmy bez przerwy całą noc już razem z furmankami. Na drodze koło majątku, którego nazwy nie pamiętam, stał niemiecki samochód pancerny z palącym się światłem czerwonym. Dowiedzieliśmy się, że tym samochodem jechało około 20 niemców, którzy natknęli się przed 2 godzinami na oddział polskich żołnierzy i wywiązała się walka, której wynik dla naszych był pomyślny. Niemców zdołało uciec 4-ch, reszta legło. Na samochodzie było dużo różnego prowiantu, który zabraliśmy, samochód zaś zniszczyliśmy. Nad świtem dotarliśmy do wioski położonej o 3 k/m od Bychawy. W wiosce tej rozstaliśmy się: komisarz Sierakowski, porucz. Chmielewski, ja, sierż. Kielman, plut. Wojcieszuk i kapr. Klejdynst pojechaliśmy samochodem na Bychawę, zaś major Hofbauer, burm. Radomski i policjanci furmankami na Starą-Wieś, skąd następnie do Kraśnika, my zaś do Janowa-Lubelskiego. Kiedy wjechaliśmy do Bychawy i w pełnym uzbrojeniu wyszliśmy na ulicę, polacy szaleli z radości. Tysiące osób na otoczyło, pytając się, co to znaczy, że my samochodem i uzbrojeni wjeżdżamy śmiało do miasta. O bolszewikach mówią nam, że już wiedzą i że bolszewicy idą razem z nami na Niemca jako przyjaciele. Wyjaśniamy zebranym stanowisko bolszewików, co do Polski. Następuje rozczarowanie. Zauważyliśmy następnie, że po osadzie, żydzi kręcą się z czerwonymi opaskami. Zawiązali już oni Komitet Czerwony i milicję. Władza czerwona zauważywszy nas zdumiała się i pierzchła, my zaś pogoniwszy ich trochę ruszyliśmy w dalszą drogę żegnani przez rodaków życzliwie i z życzeniami szczęśliwego dotarcia do celu. W Bychawie spotkaliśmy dużo mieszkańców Janowa Lubelskiego."
"Pamiętnik czasu wojny" starszego przodownika PP Leona Błażeja Zwolińskiego https://www.martola.com.pl/biuletyn-dws-2011-10.pdf

Wkroczenie sowietów do Bychawy opisane zostało też we wspomnieniach pana
Edwarda Styżeja, opublikowanych w serwisie: https://portal.zaraszow.pl
"Pod koniec września 1939 r. do Bychawy weszły wojska sowieckie zajmując majątek Dwór Antoniego Budnego zaczęło się od wiecu mieszkańców i nawoływania do zaboru mienia dziedzica koni, świń, krów:
"To wsio wasze nie panów burżujów ciemiężycieli bierytie skolko ugodno" - tak politruk sowiecki nawoływał do zaboru mienia w dworach Budnego i Skawińskiego w Woli Dużej – Skawinku.
Dwuwładza sowiecko – niemiecka trwała 2 tygodnie w Bychawie. Niemcy mimo zbrodni okrucieństw i terroru nie kradli, nie szabrowali, a sowieci - to ich ulubione dzieło niszczyć panów krwiopijców burżujów. Do sowietów przyłączyli się i Żydzi ale nie wszyscy, z Polanówki do Dworu Skawińskiego poszli kraść za przyzwoleniem sowietów dwaj bracia Perlińscy. Zabrali świnie kilka sztuk.
Po 2 tygodniowym pobycie sowieci na mocy porozumienia i ustalenia strefy granicznej wycofali się na linię Bugu zabierając z Bychawy razem ze sobą kilku Żydów ochotników do socjalistycznego Raju ZSRR."

W pierwszej połowie października 1939 r. sowieci odeszli na wschód, zaś do Bychawy powrócili Niemcy.
Rozpoczął się pięcioletni okres gehenny bychawskiej ludności, wypełniony terrorem niemieckiego okupanta. Codziennością stało się przymusowe ściąganie przez Niemców kontygentów żywności, wszechobecny głód, łapanki, egzekucje, więzienia, wywózki do obozów koncentracyjnych i na roboty do Niemiec. Podczas niemieckiej okupacji życie straciło około 3 tysiące mieszkańców naszego miasta.

W partyzantce u "Spartanina" - wspomnienia Edwarda Zapolskiego-Kusego ps. "Mściwój".

Poniższy tekst jest fragmentem wspomnień Edwarda Zapolskiego -Kusego "Raport z jednego życia. Wypiłem bruderszaft z historią". Cał...