01 września, 2024

Wrzesień 1939 r. w Bychawie. "A więc wojna..."

1 września 1939 r. Niemcy napadły na Polskę, naszą Ojczyznę.
Ojczyznę, która dopiero dźwigała się po latach zaborów, która po odzyskaniu niepodległości na odbudowę armii i gospodarki miała zaledwie 20 lat. Byliśmy zbyt słabi militarnie aby równać się z potęgą Niemiec, jednak Wojsko Polskie bohatersko stawiło opór najeźdźcy.
Obrońcy odcinka "Wizna", obrońcy z Westerplatte, z Kępy Oksywskiej, załoga i mieszkańcy Warszawy, naszej stolicy tak bardzo zniszczonej przez Niemców we wrześniu 1939 r.... Obrońcy z odcinka umocnionego "Sarny", Gen. Kleeberg ze swymi żołnierzami, idący na pomoc Warszawie, nie przegrawszy żadnej bitwy z Niemcami...
Pomimo że nie sposób wymienić tutaj wszystkich bohaterów wojny obronnej września 1939 roku, chcę abyście zapamiętali jedno: żołnierz polski walczył o swoją Ojczyznę z bezprzykładnym poświęceniem i odwagą. Choć marne to pocieszenie, odwagę Polaków docenił nawet wróg. Generał von der Lippe, zimą 1942 roku w Berlinie, miał wypowiedzieć następujące słowa: "Wojna nie daje mi satysfakcji, jest łatwa. Nikt się nie broni, każda bitwa jest z góry wygrana. Właściwie bili się tylko Polacy, bronili się jak lwy. Tak, oni bili się jak lwy."
Rozmawiając z uczestnikami wojny obronnej pytałam, co powodowało, że była w społeczeństwie tak ogromna wola walki za Ojczyznę? Że w obliczu napaści Niemiec do obrony kraju zgłaszali się także młodociani chłopcy i starsi wiekiem, którzy kart mobilizacyjnych nie otrzymali i nie musieli tego robić? Odpowiedź niemal zawsze była taka sama: "Myśmy Polskę bardzo kochali."
Wolna, niepodległa Polska była marzeniem Powstańców Listopadowych, Powstańców Styczniowych, marzeniem przekazanym im przez dziadków i pradziadków, które ziściło się za ich życia. W końcu mogli być gospodarzami we własnym kraju, uczyć się i pracować dla niego, szczęśliwie żyć.
Wszystko skończyło się 1 września 1939 r. gdy Polskę zaatakowali Niemcy.



Zachodni fragment ul. Piłsudskiego w Bychawie w latach 30. - widok od strony wschodniej. W centrum zdjęcia widać najokazalszy budynek w ówczesnej Bychawie - gmach banku spółdzielczego (mieszczący także posterunek Policji Państwowej). Budynki na prawo od banku już nie istnieją.
Źródło zdjęcia: https://polska-org.pl/8110719,foto.html?idEntity=8106586



W Bychawie wieść o rozpoczęciu wojny nie wzbudziła początkowo jakiegoś szczególnego przerażenia. Ogólnie sądzono, że wojna nie potrwa długo, przecież organizowane były wiece, na których tłumaczono, że mamy sojusze z Anglią i Francją, że nawet jak nas zaatakują, to otrzymamy pomoc i na lubelszczyznę wojna nie dojdzie...
Po przystąpieniu Anglii i Francji do wojny ludzie na ulicach Bychawy wiwatowali, cieszyli się, że teraz to już na pewno pogonimy Niemców... Mijał jednak dzień za dniem, i jasne stało się, że nasi "sojusznicy" poza wypowiedzeniem wojny, nie mają zamiaru zrobić nic, a już na pewno nie udzielą pomocy militarnej Polsce. A stało się jasne, że potrzebowaliśmy tej pomocy rozpaczliwie.

Gdzieś w na froncie bohatersko bronili Ojczyzny bychawscy mężczyźni, którzy w sierpniu i wrześniu otrzymali karty mobilizacyjne. Poszedł na wojnę Stanisław Maciąg, nauczyciel bychawskiej szkoły, który zginął śmiercią bohatera broniąc bunkra "Piekło" na odcinku umocnionym "Sarny".
Jego podkomendny Adam Kotuła, wspominał, iż "19 września 1939 r. po wysadzeniu jednego z fortów obok cerkwi we wsi Tynne, jego dowódca ppor. rez. Maciąg (kierownik szkoły w Bychawie k/Lublina) zmuszony został do poddania się wraz z podległymi mu żołnierzami. W trakcie ich konwojowania trzech żołnierzy polskich zastrzelili stojący z boku żołnierze sowieccy, a ppor. Maciąga zastrzelił sowiecki oficer."
Poszedł walczyć w obronie Ojczyzny Marian Kotliński, kierownik Szkoły Powszechnej w Bychawie. Ranny, trafił do sowieckiej niewoli i został przewieziony do obozu w Starobielsku.W kwietniu 1941 r. wraz z innymi polskimi oficerami został rozstrzelany w okolicach Charkowa.
Wyruszył bronić Polski podchorąży Jerzy Turowski, o którym słuch zaginął pomimo intensywnych poszukiwań rodziny przez PCK - po latach położono mu symboliczną tablicę na grobie rodzinnym.
Poszło na wojnę wielu, wielu dzielnych Polskich ojców, synów i braci. Wielu do swoich rodzin nie powróciło już nigdy. Ci, którym udało się przeżyć i uniknąć niewoli, wracali do domów w początkach października, bocznymi drogami, zamieniając mundury na cywilne ubrania
Żołnierze polscy którzy dostali się do niewoli niemieckiej, trafiali do oflagów, skąd jedyną możliwością wyjścia było zrzeczenie się statusu jeńca wojennego i przejście do pracy u niemieckiego gospodarza. Wielu korzystało z tej możliwości, aby przy najbliższej sposobności uciec i wrócić do kraju.
W najgorszym położeniu znaleźli się ci, którzy dostali się do niewoli sowieckiej. O nich słuch zazwyczaj ginął, część tylko odnalazła się po latach na listach katyńskich...

Do Bychawy wojna docierała powoli, ale nieubłaganie.
Najpierw pojawiali się pierwsi, nieliczni uchodźcy wojenni, uciekający przed frontem na wschód.
W niedługim czasie wszystkie drogi były wypełniły się kolumnami przemieszczającego się wojska i uciekających przed frontem cywili. Trzeba było zorganizować dla potrzebujących nocleg i jedzenie. Na niebie pojawiły się Niemieckie samoloty znaczone ponurymi, czarnymi krzyżami, które często pikowały nad kolumnami uchodźców ostrzeliwując je, za nic mając, że zabijają cywili.
Od strony Wisły słychać było kanonadę - 8 września Niemcy stanęli na linii rzeki, próbując zająć mosty, których bohatersko bronili żołnierze Armii Lublin. Wkrótce wszystkie przeprawy na rzece zostały zniszczone, aby uniemożliwić Niemcom przeprawę na drugi brzeg. Jednak już 13-14 września Niemcom udało się sforsować Wisłę. Wojsko Polskie otrzymało rozkaz wycofania się na zamojszczyznę, co wykonano następnego dnia. Niemcy maszerowali teraz na opuszczony przez żołnierzy Lublin, w którym obronę organizowali ochotnicy. W warunkach całkowitej improwizacji zdołano sformować trzy bataliony w sile dwóch tysięcy osób, złożone głównie z ochotników oraz żołnierzy rozbitych jednostek, uzbrojone w broń pozostawioną w koszarach 8 Pułku Piechoty Legionów. Lublin bronił się dzielnie do 17 września, kiedy to wobec miażdżącej przewagi wroga zmuszony był skapitulować.

Do Bychawy Niemcy weszli 17 września.
W zbiorach Teatru NN zachowała się relacja Walerii Jakubiak, mieszkanki Bychawy:
" Niemcy przyszły do nas 17-go września. Pierwszego się wojna zaczęła, a 17- go już u nas były Niemcy. Już na wieczór wszędzie plakaty sołtys na drzewach, na mieszkaniach, że to już wojska niemieckie przyszły, już podporządkowana, już godzina policyjna, już nie wolno było wychodzić o tej porze, tylko już w domu. Najpierw przyjechały końmi, trzema końmi, wywiad taki Niemców. I tak jechały na tych koniach, ale to tak jeszcześmy nie wiedzieli, tylko to tak wszystko myślało, że to jest angielskie wojsko. Bo przed tym, jak już ta była wojna, to były wiece, były takie pogadanki, wiece, to takie wszystko, że nikt, że tutaj Niemcy do nas przyjdą - niepodobne, bo Antek z Frankiem nam dadzą pomoc, i tutaj Niemcy do nas nie dojdą. Znaczyło się: Antek to Anglia, a Franek to Francja. I tak jak te końmi jechały Niemcy, nikt nie myślał, tylko że to angielskie wojsko. I tak zebrało się trochę ludzi tak przy gościńcu kupkę. Jedna gospodyni wyniesła bułkę, pieczone bułkę, całą brytfankę. Druga gospodyni kiszonych ogórków garczek, a to była Danki Salasowej matka. I tak z tym plackiem idzie do tych Niemców: "Angliś, Angliś, Angliś" do nich. A ten szwabisko jak: "Fafluchter" jak spiął konia do góry i na nią z tym koniem.
To tylko szczęście, że odskoczyła. I zaraz żeśmy się wszystkie zorientowały - a ja miałam wtenczas dopiero dziesięć czy dwanaście lat - wszystko się porozlatywało i zaraz na noc już mamy ogłoszenie, że to nie „ Angliś ” , tylko Niemcy. No. I już, już szkoły nie było, już wszystko. Ile co kto skończył, ile co kto zdał, to na tym się skończyło.
Potem pamiętam tylko wojna i strach, i wojna, i Niemcy, i strach, i wojna. I do dziś dnia mi się to wszystko kojarzy. Łapanki, poszłaś do kościoła, w czasie mszy kościół przez Niemców obstawiony, ciężarówki wokół kościoła, i wszystko młodzież wychodzi z kościoła, nikt nic nie wie, i do budy, i do budy, i do budy, i do budy. I tak łapały młodzież i wywoziły do Niemiec na roboty, do Oświęcimia, na Majdanek. Niektórym się udało uciec, ale to słabo, przeważnie wywoziły. A niektóre jak się zorientowały, to w kościele się chowały, tam gdzie mogły w jake dziurę. I to młodość moja to tylko się kojarzy wszystko z łapankami, z Niemcami. I nie mogę jak jaki film jest z Niemcami, czy coś, to wszystko we mnie drży i zaraz muszę przełożyć na inny ten, bo nie mogę. To siedzi w człowieku. I te kontygenty jeździły, zabierały ostatnie kilo zboża. Ostatnie wszystko zabierały. To z matką żeśmy na strych wynieśli tak z meter, nie wiem, jakiegoś żyta to było, czy coś, to wlazł szwabisko na strych, zobaczył i tak mnie musi ze trzy razy tą szpizrózgą po plecach, takie dziecko i musiałam wiadrami to zboże znosić i w worek wysypywać. Wszystko zabrały. Nic. Po nocach nie można było spać, bo chodziły, chodziły, i wszędzie były łapanki, i wszędzie były ludzi."
Początek wojny i lata okupacji - Waleria Jakubiak - fragment relacji świadka historii. https://teatrnn.pl/historiamowiona/fragmenty/poczatek-wojny-i-lata-okupacji/

Wkrótce na naszą Ojczyznę spadł kolejny cios - 17 września od wschodu zaatakowali nas Sowieci.
Przez Polskę znów płynęła rzeka uchodźców - tym razem uciekających na zachód.
Wśród uciekających był Henryk Marciszewski z rodzicami, którego relacja zachowała się w Archiwum Historii Mówionej:
" Wyjeżdżaliśmy ( z Janowa)– byli jeszcze Polacy, przyjeżdżaliśmy do Bychawy – byli już Rosjanie.
Nie zapomnę momentu, gdy na szosie stał stół, przy stole stali enkawudziści, a Żydzi z karabinami [i z] czerwonymi opaskami na rękach, rewidowali tłumy ludzi, które przechodziły przez sowiecki kordon.
Z boku stał samochód ciężarowy i wszystkich oficerów, urzędników państwowych, wyłapywano. Rosjanie nie znali stosunków w Polsce, nie wiedzieli co to są za dokumenty, nawet jeżeli ktoś by okazał jakiś dokument, to by nie wiedzieli nawet, co to jest za dokument. Natomiast miejscowi Żydzi w Bychawie robili to za Sowietów. Będę starał się być w Bychawie, może w tym roku pojadę do Bychawy, żeby w miejscowych annałach pokazać rolę, jaką spełniali Żydzi. Nie wszyscy...
- Oni mieli obywatelstwo polskie, byli Polakami?
Byli Polakami. To byli Polacy urodzeni w Polsce, mający obywatelstwo. Ale przecież tam, gdzie wchodzili bolszewicy do Polski, Żydzi [ich] witali kwiatami i transparentami! […]"
Całość relacji:
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/henryk-marciszewski,1189.html

Relację pana Henryka potwierdza relacja starszego przodownika Policji Polskiej Leona Błażeja Zwolińskiego, który w końcu września 1939 r. wraz z oddziałem znalazł się w Bychawie:
"Przed wieczorem dotarliśmy do Fajsławic pow. Krasnystaw i po półgodzinnym postoju ruszyliśmy dalej w kierunku Bychawy. Jechaliśmy bez przerwy całą noc już razem z furmankami. Na drodze koło majątku, którego nazwy nie pamiętam, stał niemiecki samochód pancerny z palącym się światłem czerwonym. Dowiedzieliśmy się, że tym samochodem jechało około 20 niemców, którzy natknęli się przed 2 godzinami na oddział polskich żołnierzy i wywiązała się walka, której wynik dla naszych był pomyślny. Niemców zdołało uciec 4-ch, reszta legło. Na samochodzie było dużo różnego prowiantu, który zabraliśmy, samochód zaś zniszczyliśmy. Nad świtem dotarliśmy do wioski położonej o 3 k/m od Bychawy. W wiosce tej rozstaliśmy się: komisarz Sierakowski, porucz. Chmielewski, ja, sierż. Kielman, plut. Wojcieszuk i kapr. Klejdynst pojechaliśmy samochodem na Bychawę, zaś major Hofbauer, burm. Radomski i policjanci furmankami na Starą-Wieś, skąd następnie do Kraśnika, my zaś do Janowa-Lubelskiego. Kiedy wjechaliśmy do Bychawy i w pełnym uzbrojeniu wyszliśmy na ulicę, polacy szaleli z radości. Tysiące osób na otoczyło, pytając się, co to znaczy, że my samochodem i uzbrojeni wjeżdżamy śmiało do miasta. O bolszewikach mówią nam, że już wiedzą i że bolszewicy idą razem z nami na Niemca jako przyjaciele. Wyjaśniamy zebranym stanowisko bolszewików, co do Polski. Następuje rozczarowanie. Zauważyliśmy następnie, że po osadzie, żydzi kręcą się z czerwonymi opaskami. Zawiązali już oni Komitet Czerwony i milicję. Władza czerwona zauważywszy nas zdumiała się i pierzchła, my zaś pogoniwszy ich trochę ruszyliśmy w dalszą drogę żegnani przez rodaków życzliwie i z życzeniami szczęśliwego dotarcia do celu. W Bychawie spotkaliśmy dużo mieszkańców Janowa Lubelskiego."
"Pamiętnik czasu wojny" starszego przodownika PP Leona Błażeja Zwolińskiego https://www.martola.com.pl/biuletyn-dws-2011-10.pdf

Wkroczenie sowietów do Bychawy opisane zostało też we wspomnieniach pana
Edwarda Styżeja, opublikowanych w serwisie: https://portal.zaraszow.pl
"Pod koniec września 1939 r. do Bychawy weszły wojska sowieckie zajmując majątek Dwór Antoniego Budnego zaczęło się od wiecu mieszkańców i nawoływania do zaboru mienia dziedzica koni, świń, krów:
"To wsio wasze nie panów burżujów ciemiężycieli bierytie skolko ugodno" - tak politruk sowiecki nawoływał do zaboru mienia w dworach Budnego i Skawińskiego w Woli Dużej – Skawinku.
Dwuwładza sowiecko – niemiecka trwała 2 tygodnie w Bychawie. Niemcy mimo zbrodni okrucieństw i terroru nie kradli, nie szabrowali, a sowieci - to ich ulubione dzieło niszczyć panów krwiopijców burżujów. Do sowietów przyłączyli się i Żydzi ale nie wszyscy, z Polanówki do Dworu Skawińskiego poszli kraść za przyzwoleniem sowietów dwaj bracia Perlińscy. Zabrali świnie kilka sztuk.
Po 2 tygodniowym pobycie sowieci na mocy porozumienia i ustalenia strefy granicznej wycofali się na linię Bugu zabierając z Bychawy razem ze sobą kilku Żydów ochotników do socjalistycznego Raju ZSRR."

W pierwszej połowie października 1939 r. sowieci odeszli na wschód, zaś do Bychawy powrócili Niemcy.
Rozpoczął się pięcioletni okres gehenny bychawskiej ludności, wypełniony terrorem niemieckiego okupanta. Codziennością stało się przymusowe ściąganie przez Niemców kontygentów żywności, wszechobecny głód, łapanki, egzekucje, więzienia, wywózki do obozów koncentracyjnych i na roboty do Niemiec. Podczas niemieckiej okupacji życie straciło około 3 tysiące mieszkańców naszego miasta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W partyzantce u "Spartanina" - wspomnienia Edwarda Zapolskiego-Kusego ps. "Mściwój".

Poniższy tekst jest fragmentem wspomnień Edwarda Zapolskiego -Kusego "Raport z jednego życia. Wypiłem bruderszaft z historią". Cał...