02 lutego, 2022

AKCJA RATOWANIA DZIECI ZAMOJSZCZYZNY W SIEDLCACH

Wieść o męczeństwie Dzieci Zamojszczyzny błyskawicznie rozeszła się po okupowanej Polsce."Hasło: „Ratować Dzieci Zamojszczyzny" podjęte przez organizacje podziemne nie pozostało bez echa. Społeczeństwo Siedlec i okolic ofiarnie włączyło się do pomocy. Z wielkim zaangażowaniem organizacje charytatywne: Polski Czerwony Krzyż, Rada Główna Opiekuńcza oraz społeczeństwo zorganizowały zbiórkę pościeli, odzieży, lekarstw. Wysiedlonymi z Zamojszczyzny zaopiekował się Miejski Zakład Opiekuńczy, Wydział Opieki Społecznej, Wydział Zdrowia Zarządu Miasta, Przedszkola Miejskie oraz Miejski Ośrodek Zdrowia.

Duże zasługi na rzecz ratowania dzieci z transportów miał ruch oporu oraz kolejarze Polscy. Partyzanci przeprowadzali akcje dywersyjne, polegające na wysadzaniu torów, dzięki czemu sporo transportów skierowanych do Oświęcimia nie osiągnęło swojego celu przeznaczenia. Zamiast do obozu zagłady trafiły do Garwolina, Mórd, Mrozów, Łaskarzewa, gdzie - podobnie jak w Siedlcach - ludzie z transportów znaleźli ocalenie. Kolejarze sypali piasek w łożyska toczne wagonów. Z powodu przegrzania się łożysk, wagony odstawiano na bocznice. Kolejarze i mieszkańcy korzystając z postoju pociągu wykupywali od Niemców bądź wykradali dzieci i dorosłych. Oto jeden z przykładów włączenia się społeczeństwa w akcję ratowania Dzieci Zamojszczyzny: „Kiedy w styczniu 1943r. nadszedł do Warszawy przerażający transport, konspiracyjny „Robotnik" poinformował: „Robotnice chodziły od dworca do dworca, chcąc odbić dzieci, wyrwać je z rąk oprawców. Do RGO wpłynęło w ciągu kilku godzin kilkadziesiąt tysięcy zgłoszeń od tych wszystkich, którzy chcieli przygarnąć niewinne ofiary hitlerowskiego terroru. Warszawa była podminowana." 
Oto inny fragment odezwy konspiracyjnego organu LZK „Żywią"
„ ...Wzywamy wszystką ludność mieszkającą przy torach i stacjach kolejowych pilnego baczenia i stwierdzania miejsc, gdzie pojawiają się dzieci. W razie wykrycia wagonów starać się jak najszybciej i najsprawniej dzieci z nich wydobyć. Gdzie się da wykupić, gdzie się da wykraść. Zaopiekować się dziećmi natychmiast. Podzielić między rodziny. Działać spokojnie, z rozwagą, ratować dzieci! Ratować Dzieci!"

Dnia 1 lutego 1943r. przybył następny transport wysiedlonych z Zamojszczyzny. Zadrutowane wagony wypełnione dziećmi i starcami stanęły na bocznym torze. Kolejarze dowiedziawszy się o tym szybko, przystąpili do ratowania ludzi. Pracownicy urzędu powiadomieni zostali o transporcie przez hitlerowców. 

Oto wspomnienia dr Z. Norwida-Niepokoja, ówczesnego pracownika w Referacie Opieki Społecznej w Siedlcach:
 „Zimą 1943r. w budynku Czerwonego Krzyża odbywało się spotkanie konspiracyjne. W pewnej chwili zobaczyliśmy, że w kierunku naszego budynku zdążało dwóch gestapowców: Obersturmbahufuhrer Fabisch, komisarz dla miasta Siedlce i Standartenfuhrer Diet. (...) Diet powiedział do mnie: „Pan uda się natychmiast na rampę kolejową z patrolami sanitarnymi, przyjadą transporty". Nie śmiałem pytać skąd i jakie. (...) Na dworzu mogło być około -20 stopni Celsjusza i była porywista wichura śnieżna. Po chwili wjechał bardzo wolno pociąg. Diel zwrócił się do mnie po niemiecku : „Tam jest parę trupów". Z pociągu zaczęli się wydostawać zmizerowani do ostatnich granic ludzie, jak się okazało wysiedleni z Zamojszczyzny. Wywleczono z wagonów około 30 zamarzniętych dzieci." 

Tak wspomina tamte dni Józef Buszko: 
„Było to 2 lutego 1943r. Wczesnym rankiem rozeszła się w Siedlcach wiadomość, że przybywają na stację w Siedlcach dwa transporty wysiedlonych dzieci z powiatów zamojskiego i hrubieszowskiego.
Podniecenie w mieście ogromne, tym bardziej, że wiadomości o masowych wysiedleniach z Zamościa już od kilku tygodni dochodziły do uszu siedlczan. Między innymi podobne transporty samych dzieci były już w Warszawie. Ten ostatni transport rzeczywiście doszedł do Warszawy, jednak Niemcy skierowali go w nieznanym kierunku, prawdopodobnie do obozów w Niemczech. W prasie hitlerowcy ogłosili wiadomość o tym jako plotkę, stwierdzając, że żadnego transportu w Warszawie nie było.
Otóż dnia 2 lutego 1943r. w godzinach popołudniowych przybył na stację kolejową Siedlce transport dzieci z Lubelszczyzny. Rada Główna Opiekuńcza i Zarząd Miejski zajął się przyjęciem tych biedaków. Przygotowano chleb, gorące pożywienie oraz ciepły lokal przy ul. 1-go Maja. Z opowiadania przybyłych dowiedziałem się, że wysiedleni byli trzymani w obozach przez pięć tygodni, gdzie żywiono ich jedynie zupą z brukwi. Śmiertelność w tych obozach była ogromna. Głód, mrozy oraz warunki obozowe zebrały krwawe żniwo, szczególnie wśród małych dzieci. Każdego ranka wynoszono dziesiątki trupów do specjalnie przygotowanych dołów. Społeczeństwo m. Siedlce ze łzami w oczach okazało dużo serca wysiedlonym. Dorożkarze samorzutnie i bezinteresownie podjęli się przewozu ofiar hitlerowskiego barbarzyństwa do punktów przyjęć Rady Głównej Opiekuńczej i Zarządu Miejskiego.
Dzieci chore odnoszono natychmiast do szpitala miejskiego przy ul. Starowiejskiej. Zdrowsze dzieci, jak również osoby starsze społeczeństwo miasta i okolicznych wsi zabrało do własnych mieszkań.
Korowody niewiast i mężczyzn obładowanych pieczywem, gorącym mlekiem i okryciem ciągnęły do przybyłych, by ich nakarmić i zaopatrzyć w odzież. Pomimo najtroskliwszej opieki lekarskiej, wiele dzieci zakończyło życie. Staraniem Zarządu Miejskiego i miejscowego duchowieństwa władze niemieckie zezwoliły nakatolickipogrzeb zmarłych. 
W dniu 3 lutego 1943 roku po nabożeństwie żałobnym w Kościele Św. Stanisława kondukt pogrzebowy z 23 trumnami koloru białego wyruszył ulicami na miejscowy cmentarz przy ul. Cmentarnej. Należy zaznaczyć, że wszystkie trumny ofiarowały miejscowe zakłady pogrzebowe oraz Zarząd Miejski. Do wiezienia trumien ze zmarłymi stawiły się karawany pogrzebowe i tabor miejski, jednak społeczeństwo wolało nieść trumny na własnych ramionach.
Około 10 tysięcy ludności miasta Siedlce i okolicy wzięło udział w tej żałobnej uroczystości. Zwłoki zostały złożone do wspólnego grobu na miejscowym cmentarzu. Fotoamatorzy dyskretnie filmowali przebieg konduktu żałobnego."

Dzieci tak szybko znalazły się w bezpiecznych miejscach, że niektórzy siedlczanie wracając od znajomych, czy ze spaceru zastawali w domu nowych lokatorów. 
Tak wspomina pani (wtedy 14-letnia dziewczynka) Z. Wójcik: 
„To była ciężka zima. W niedzielę albo jakieś święto po południu wracając od koleżanki dowiedziałam się, że w Czerwonym Krzyżu są jakieś dzieci zabrane z transportu, że kto może, bierze je do siebie. Kiedy weszłam do domu, zobaczyłam, dwóch chłopców, brudnych, wygłodzonych i zapłakanych."

Dzieci z reguły nie pamiętały nazwisk, nazw wsi. Harcerki i Szare Szeregi łatwiej znajdowały kontakt z młodzieżą i pomagały im w organizacji bytu, przetrwania okresu deprecjacji wartości i życia jakie codziennie miała rzeczywistość wojenna.
Pracownicy PCK i Zarządu Miasta sporządzili wykaz danych personalnych wszystkich osób, wśród nich 561 dzieci. Dzieci rozlokowano następująco: w rodzinach zastępczych - 372 dzieci, w Zakładzie Opiekuńczym - 53 dzieci, w zakładzie sióstr Sercanek w Skórcu - 4 dzieci, w Zakładzie „Gniazdo" - 7 dzieci, w żłobku przy ul. Cmentarnej - 3 dzieci, w Przytułku dla starców - 1 dziecko, w Szpitalu Miejskim - 10 dzieci, w Szpitalu Chorób Płucnych - 5 dzieci, w Delegaturze Gminy Zeliszew - 16 dzieci, w Delegaturze Gminy Skórzec - 3 dzieci, w Delegaturze Gminy Krześlin - 9 dzieci, w Delegaturze Gminy Wodynia - 8 dzieci, w Delegaturze Gminy Mokobody - 7 dzieci, w Delegaturze Gminy Zbuczyn - 5 dzieci, w Delegaturze Gminy Wiśniew - 4 dzieci, w Delegaturze Gminy Tarków -2 dzieci. Zmarło czterdzieści troje dzieci."

Mieszkańcy zaczęli czynić starania zorganizowania uroczystego pogrzebu. Nie było to takie proste. Na pogrzeb potrzebna była zgoda władz niemieckich. Kierownictwu organizacji podziemnej zależało na zorganizowaniu manifestacyjnego pogrzebu wysiedleńców z udziałem ludności Siedlec i okolic. Miał to być protest przeciw barbarzyństwu niemieckiemu, którego efektem była śmierć niewinnych dzieci i dorosłych. Dzięki wizycie panów Norwida-Niepokoja i Stanisława Zdanowskiego (ówczesnego burmistrza miasta) u Stadtkomissarza Oberstumbahnfuhrera SS Fabischa zezwolono na cichy pogrzeb."

W dniu 3 lutego 1943r. odbyła się msza żałobna. Po mszy wyprowadzono trumny białego koloru i przez ulice Siedlec podążono na cmentarz. W kondukcie żałobnym uczestniczyło około 10 tys. ludzi, między innymi dzieci szkolne, inteligencja,urzędnicy.


Nastrój wielkiej powagi i skupienia robił wrażenie nawet na niemieckiej ludności cywilnej. Zmarłych pochowano na cmentarzu przy ulicy Cmentarnej wkwaterze nr 20 (przy głównej alei). Organizacja podziemna sfilmowała przebieg uroczystości. Manifestacja polskości została utrwalona na kliszy fotograficznej, dzięki czemu wiedziała o tym cała Polska. Wielkie zainteresowanie pogrzebem unaoczniło Niemcom fakt, że naród polski, pomimo klęski militarnej, nie przestał istnieć. 

Oto wspomnienia Jana Michalaka: 
„W okresie okupacji hitlerowskiej pracowałem jako kierowca w Spółdzielni Spożywców przy ul. Świętojańskiej (obecnie mieści się ta hurtownia WPHW). Mieszkałem wraz z żoną przy ul. Głuchej nr 2. Moi rodzice oraz dwóch braci i siostra zajmowali lokal składający się z jednego pokoju i kuchni przy ul. Świętojańskiej 5. Dowiedziałem się o transporcie od rodziców. Po naradzie w domu postanowiliśmy, że weźmiemy jedno dziecko na wychowanie. Poszedłem do punktu zbiorczego i zobaczyłem dwóch chłopców Jana i Stanisława Pomańców. Stanisław Pomaniec miał dziesięć lat, a Jan Pomaniec sześć lat. Postanowiłem ich wziąć pod swoją opiekę. Zamieszkali u moich rodziców. Zostali ubrani i odżywieni i po pewnym czasie poszli do szkoły. Umówiłem się z moimi rodzicami, że na jedno dziecko ja będę dawał pieniądze.
W pogrzebie, który odbył się następnego dnia nie mogłem uczestniczyć, gdyż w tym czasie byłem poza miastem. Po przyjeździe następnego dnia mogłem zauważyć duże poruszenie wśród mieszkańców miasta. Mówiono ze współczuciem o ofiarach barbarzyństwa hitlerowskiego, a także o udziale tysięcy Siedlczan w pogrzebie. Po roku u moich rodziców zjawił się ojciec dzieci, który ocalał podczas pacyfikacji wsi. Opowiadał, że uratowało go to, że jako pracownik majątku pojechał z właścicielem Niemcem do Zamościa. Gdy przyjechał, wieś była spalona, a jego rodzina wywieziona. Przez cały rok szukał śladu swoich dzieci, aż trafił do Siedlec. Dzięki liście zbiorczej przez Czerwony Krzyż w Siedlcach udało mu się ustalić moje nazwisko i tym samym trafił do dzieci.
Obecnie postanowiłem napisać list do tych osób, które przebywały u nas. Wiem, że Jan Pomaniec mieszka we wsi Myża."

Odzew ze strony okupanta był natychmiastowy. Następnego dnia (4 lutego 1943r.) Gestapo przeprowadziło rewizję u fotografów podejrzanych o robienie zdjęć. Zaczęły się aresztowania. Negatyw z pogrzebu znaleziono w zakładzie Józefa Buszki, za co został wywieziony do Oświęcimia. Według relacji pani M. Kolo Józef Suszko posiadał dwa aparaty i jeden z nich ukrył. Dzięki temu zdjęcia te są dzisiaj dokumentem tamtych dni.

Oprócz fotografów aresztowano także osoby pracujące w Zarządzie Miasta. Tragiczny los spotkał burmistrza Siedlec Stanisława Zdanowskiego. Za nie dotrzymanie słowa komisarzowi Fabischowi i przekształcenie cichego pogrzebu w wielką patriotyczną manifestację został aresztowany i wywieziony do Oświęcimia.




1Hitlerowski plan wysiedlenia 50 milionów Słowian, BGKBZH, Poznań 1949r., s. 209-242,

2J. Markiewicz "Nie dali ziemi skąd ich ród", Lublin 1985r., s. 13,

3B. Wołoszański "Ten okrutny wiek", Wyd. Colori, Warszawa 1995r.,

4J. Markiewicz "Nie dali ziemi skąd ich ród", Lublin 1985r., s. 15,

5M. Kasz, W. Krawczyk "Gehenna Dzieci Zamojszczyzny", Tomaszów Lub. 1987r., s. 3,

6B. Wróblewski "Losy Dzieci Zamojszczyzny w okresie okupacji",

7J. Markiewicz "Nie dali ziemi skąd ich ród", Lublin 1985r., s. 351,

8Z. Węcławik "Wysiedlenie Skierbieszowa i pobyt w obozie w Zamościu", 1995r., t. II, s. 363,

9OKBZM w Lublinie, autor 239/67. Zeznania świadków, s. 101,

10B. Wróblewski "Losy Dzieci Zamojszczyzny w okresie okupacji",

11Pismo Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy w październiku 1942r., t. I, s. 138-139,

12Z. Więckowska "Dzieci Zamojszczyzny w Siedlcach 1943-1983", Siedlce 1984r., s. 4,

13"Siedlce 1948-1995", Siedlecki Towarzystwo Naukowe, Siedlce 1996r., Oficyna Wydawnicza "Ajaks", s. 123,

14Tamże..., s. 123,

15LZK - Ludowy Związek Kobiet "Żywia",

16Z. Wójcik "Widzę to wszystko jakby wczoraj", Dzieciństwo i Wojna, Warszawa 1983r., s. 299,

17Z. Świętochowska "Postawa mieszkańców Siedlec wobec Dzieci Zamojszczyzny", Siedlce1995r., s. 17,

18Tamże..., s. 8,

19"Siedlce 1948-1995", Siedlecki Towarzystwo Naukowe, Siedlce 1996r., Oficyna Wydawnicza "Ajaks", s. 14.

 

Powyższe informacje zaczerpnięte zostały z pracy magisterskiej Pani Moniki Wach absolwentki WSRP w Siedlcach.


Tekst jest fragmentem dłuższego opracowania ze strony: http://dompomnik.pl/podmenu,5,3,historia_dzieci_zamojszczyzny.html


W partyzantce u "Spartanina" - wspomnienia Edwarda Zapolskiego-Kusego ps. "Mściwój".

Poniższy tekst jest fragmentem wspomnień Edwarda Zapolskiego -Kusego "Raport z jednego życia. Wypiłem bruderszaft z historią". Cał...