28 października, 2021

Starszy strzelec Mirosław Wójcicki ps. "Blask"


Sarszy strzelec Mirosław Wójcicki ps. "Blask"
poległ w potyczce z Niemcami w Woli Dużej koło Bychawy w dniu 24 lipca 1944 r. 
Mirosław Wójcicki ps. "Blask
Był synem małżeństwa nauczycieli: Feliksa Wójcickiego, kierownika Szkoły Powszechnej w Łęcznej i Marii z Urbańskich. 
Rodzina miała czterech synów, trzech z nich służyło w oddziale partyzanckim "Nerwy", wszyscy trzej zginęli walcząc o Wolną Polskę:
Bohdan Wójcicki ps. "Wójt" - poległ potyczce z patrolem niemieckim 9 lutego 1944 r. pod Abramowicami k/Lublina podczas przewożenia radiostacji dla zakonspirowanego w Lublinie Piotra Oki.
Mirosław Wójcicki ps. "Blask"
Zbigniew Wójcicki ps. "Kula" - ranny 19 lipca w akcji w Kłodnicy (pocisk rozrywający strzaskał mu rękę, po przewiezieniu do bychawskiego szpitala dr. Zajączkowski zdecydował o amputacji na wysokości barku). Po tzw. "wyzwoleniu" żołnierz drugiej konspiracji,
poległ w potyczce z oddziałami UB/NKWD w Majdanie Siostrzytowskim w 1945 r. i tam został pochowany w mogile zbiorowej . W chwili śmierci miał zaledwie 18 lat.

Na fotografii od lewej stoją: Edward Trzciński ps. "Śmigły", Jan Onoszko ps. "Jacyna", Mirosław Wójcicki ps. "Blask", Bohdan Osiall ps. "Baka", Kazimierz Szwed ps. "Noir", Lesław Eustachiewicz ps. "Jerzy", Zbigniew Wójcicki ps. "Kula". Klęczą: Józef Susz ps. "Groźny", NN ps. "Franek", Alfred Nagalski ps. "Natar", Władysław Garbacki ps. "Jeleń".


 
Okoliczności śmierci Mirosława Wójcickiego ps. "Blask" opisał we wspomnieniach kpr. pchor.„Bemol” Eugeniusz Chorzelski, dowódca konnego zwiadu w oddziale Nerwy:

"Pod koniec lipca 1944 roku oddział "Nerwy", a właściwie konny zwiad stoczył ostatnią walkę z niemieckimi żołnierzami we wsi Wola Duża koło Bychawy. Po koncentracji oddziałów Armii Krajowej 8 pp leg, pod dowództwem kpt. „Młota” , rozpoczęliśmy entuzjastycznie przez nas powitany marsz na Lublin, Pierwszy maszerował oddział „Nerwy”, Przechodząc w okolicy wsi Duża Wola zwiad, który szedł jako szpica, natknął się na grupę ludzi okrywających się w zbożu przed cofającymi się z frontu oddziałami niemieckimi. Powiedziano nam, że we wsi znajdują się Niemcy grabiący gospodarstwa.
Złożyłem raport ppor. „Nerwie”, który polecił mnie przygotowanie części zwiadu do akcji. Ochotniczo dołączyli kpr. Pchor. ”Zawichost” / Tadeusz Cenzartowicz/ oraz kpr. „Łyżka” /Michał Dudziak/, biorąc konie od zwia¬dowców. Łącznie wyruszyło nas dziesięciu, Reszta zwiadu została jako szpica oddziałów maszerujących w stronę Lublina,
Przejechaliśmy główną drogą przez wieś i nie natrafiliśmy na niemieckich żołnierzy, Gospodarstwa były puste, bramy i drzwi pootwierane, Gdzieniegdzie ślady podpaleń. Dopiero na końcu wsi zobaczyliśmy kilku starszych ludzi, którzy pokazali nam kierunek u jakim udali się Niemcy. Na pytanie ilu ich było ? - Odpowiedzieli, że 4 czy 5 podwód konnych.
Wydłużyliśmy kłus. Dojechaliśmy do parowu prowadzącego do gospodarstw wyżej położonych. Parów był dość głęboki i znajdujący się na górze Niemcy nie magli nas dojrzeć. Podjechaliśmy wolno wyżej i zobaczyliśmy w odległości około 100 metrów od drogi żołnierzy niemieckich plądrujących gospodarstwo.
Rozkaz "Nerwy" brzmiał: „z koni, dwóch zostaje przy koniach reszta tyralierą przez zboże da gospodarstwa".
Podchodząc do zabudowań przez ogród z licznymi drzewami owocowymi, stanęliśmy oko w oko z dużą grupą Niemców. Naprzeciw nich z bronią gotową do strzału stali od lewej: „Blask” /Mirosław Wójcicki/, ja-„Bemol” „Nerwa” , "Łyżka"", "Zawichost", "Kmicic" /Tadeusz Winiarczyk/. Pozostałych dwóch żołnierzy zostało w zbożu z karabinami gotowymi do strzału.
„Ungarn” ? - zapytali Niemcy. "Nein, Polnische Pnrtisanen” -odpowiedzieliśmy łamaną niemczyzną. Zaskoczenie Niemców było całkowite. Niektórzy widząc naszą twardą postawą oraz skierowane przeciw nim pistolety maszynowo rzucali broń innym zdejmowaliśmy z ramion karabiny sami. Oficer dowodzący oddziałem zdjął pas z pistoletem i rzucił na ziemią, Wszystko wskazywało na to, że rozbroimy oddział bez strzału, ba czym szczególnie nam zależało ze wzglądu na bliskość oddziałów niemieckich maszerujących niedaleko po szosie w kierunku na Bychawą.
Nie dojrzeliśmy jednakże ukrytego za rogiem stodoły karabinu maszynowego nieprzyjaciela. Pierwsza jego seria przecięła na pół stojącego obok mnie „Blaska”. Rozpoczęła się strzelanina. Goniliśmy Niemców pa ogrodzie i zabudowaniach „prując” do nich całymi seriami z pistoletów maszynowych. Zmusiliśmy ich do wycofywanie się z gospodarstwa. Ranny został „Kmicic”.
Ponieważ w odległości ok. 2 kilometrów od miejsca akcji przechodziły szosą wycofujące się z frontu wojska niemieckie z bronią pancerną, musieliśmy szybko usunąć się na bezpieczną odległość. Zebraliśmy zdobytą bron, „Kmicica” załadowaliśmy na podwodę i galopom pojechaliśmy do sąsiedniej wsi do zaprzyjaźnionego gospodarza, aby udzielić rannemu pomocy. Towarzyszyły nam wybuchy z działek czołgów z szosy.
Wieczorem, ale jeszcze przy dziennym świetle, udaliśmy się ponownie na miejsce akcji, ażeby zorientować się w skutkach walki a przede wszystkim polecić okolicznym gospodarzom pochowanie naszego kolegi „Blaska” na cmentarzu w Bychawie, gdzie leżało już kilku naszych chłopców. Powiedziano nam, że zginęło ośmiu Niemców, rannych zabrali żołnierze.

Po północy spotkaliśmy naszych w towarzystwie żołnierzy radzieckich. Było to we wsi Polanówka."

Relacja Kpr. pchor.„Bemola” Eugeniusza Chorzelskiego,dowódcy konnego zwiadu w oddziale "Nerwy", pochodząca ze strony https://oddzialpartyzanckinerwa.blogspot.com/.../konny…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W partyzantce u "Spartanina" - wspomnienia Edwarda Zapolskiego-Kusego ps. "Mściwój".

Poniższy tekst jest fragmentem wspomnień Edwarda Zapolskiego -Kusego "Raport z jednego życia. Wypiłem bruderszaft z historią". Cał...