Bratnia mogiła oficerów AK z oddziału "Nerwy" - Porucznika Jana Wiśniewskiego ps. "Mucha" i Kaprala Podchorążego Mariana Białasa ps. "Gryf".
Porucznik Jan Wiśniewski ps. "Mucha" od lutego 1944 r. pełnił funkcję oficera szkoleniowego w oddziale Stanisłąwa Łukasika „Rysia”, następnie przeszedł do oddziału "Nerwy", gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy oraz szefa ds. wyszkolenia.
Poległ w bitwie z okupantem we wsi Kłodnica 19 lipca 1944 r.
| Por. "Mucha" przed frontem oddziału "Nerwy" |
| Perwszy od lewej pchor. Marian Białas ps. "Gryf" |
Pochodził z Warszawy, miał 22 lata. Poległ w bitwie z okupantem we wsi Kłodnica 19 lipca 1944 r.
"Dowódcy oddziałów „Nerwa” i „Jemioła” decydują się wspólnie zaatakować niemiecką załogę majątku Kłodnica. Na tę akcję dawno już mieliśmy ochotę. Jeszcze w marszu na Józefów konny zwiad naszego oddziału wjechał na teren tego majątku a spotkawszy Niemców wycofał się, ale wówczas kapitan „Młot” nie dał zezwolenia na zdobywanie majątku. Opracowano koncepcje podzielenia oddziału na trzy grupy. Grupę szturmową mają stanowić pod dctwem „Nerwy” wszyscy dowódcy drużyn i ich zastępcy oraz pozostali podchorążowie, pozostałych partyzantów podzielono na dwie grupy dowodzone przez ppor.”Muchę” i sierżanta „Okrzeję”. Jak się okazało była to decyzja niefortunna, dowódcy poszczególnych grup zajęli się zadaniami wycinkowymi oraz swoimi własnymi działaniami i zabrakło dowódcy, który by odpowiadał za całość akcji. Podobno taka koncepcja akcji wyszła od kapitana „Młota”. Przed wymarszem ustalono, że front budynku atakuje oddział „Jemioły”, lewy szczyt budynku grupa „Okrzei”, prawy szczyt, od strony zabudowań gospodarczych grupa szturmowa „Nerwy”, tylną część budynku grupa „Muchy”. Tymczasem pierwszy kontakt z nieprzyjacielem nawiązała grupa „Okrzei” zanim jeszcze grupa szturmowa „Nerwy” dobiegła na swoje stanowisko wyjściowe pod budynkiem. Stało się to dlatego , że nieopodal budynku od strony lewego jego szczytu znajdowała się sadzawka, w której kąpało się kilku Niemców, Niemcy widząc wychodzących z parku partyzantów /grupę „Okrzei”/ zaczęli uciekać do budynku dworu. Posypały się strzały, część kąpiących się od razu poległa, ale cześć dobiegła do dworu. W tej sytuacji grupa „Nerwy” dobiegła już do swoich stanowisk wyjściowych pod silnym ogniem nieprzyjaciela dochodzącym z budynku, do tego jeszcze okazało się, że ta strona budynku, którą miała atakować grupa „Nerwy” stanowi ślepą ścianę bez otworów, przesunięto się więc na stanowiska zajęte przez grupę „Muchy”. Od tej strony okna są wysoko zabezpieczone siatkami i workami z piaskiem. Ppor „Nerwa” rzuca granat na werandę oszkloną, /gamon nie granat/, weranda rozlatuje się, ale wewnątrz są dobrze zabezpieczone drzwi wejściowe. Ppor „Mucha” wychyla się z za drzewa aby cisnąć granatem w okno, ale seria z pistoletu zabija go. Z dachu zaczynają lecieć niemieckie granaty, ale celowniczy lkm „Longin” z IV drużyny długimi seriami spędza Niemców z dachu. Co chwila z budynku idą w górę czerwone rakiety, to Niemcy wzywają pomocy z sąsiednich garnizonów. Przez okienka piwniczne słychać płacz kobiet i dzieci i krzyki „nie strzelajcie tu Polacy”, w tej sytuacji byłoby ryzykowne użycie granatnika „Piat” . Okazuje się, że grupa „Okrzei” ma najlepsze dojście do okna od swojej strony, siatka zostaje zerwana, rzut granatem w okno i „Okrzeja” już wskakuje do środka, za nim kilku chłopców, już wrzucają granaty do następnego pokoju. W tym czasie pchor „Gryf” w trakcie przechodzenia przez okno dostaje śmiertelny postrzał w brzuch, koledzy znajdujący się w budynku wynoszą go na zewnątrz. „Okrzeja”, przez okno daje znaki grupie „Nerwy” i „Muchy” aby nie strzelać w jego stronę, jednak pod naporem Niemców z wewnątrz budynku „Okrzeja” osamotniony po wypadku „Gryfa” wycofuje się również na zewnątrz. Akcja się niebezpiecznie przeciąga, więc ppor „Nerwa” z obawy, że lada chwila może nadejść wrogom pomoc daje rozkaz odwrotu . Przez cały ten czas grupa „Jemioły” była pod bardzo silnym obstrzałem z km wroga, który raził z maleńkiego okienka nad drzwiami frontowymi i całkowicie ryglował dostęp do nich. Zabieramy poległego ppor.”Muchę ” i wtedy zostaje ranny pchor. „Jerzy”. Wcześniej pocisk rozrywający prawie odrywa rękę „Kuli”, od odłamków granatów są też ranni „Puma” i „Chan”. Złożony na wozie „Gryf” kona na naszych oczach z okrzykiem „Panie poruczniku, Jeszcze Polska nie zginęła”. Brak dowódców w drużynach teraz też daje się we znaki, nikt przy odwrocie nie sprawdza stanów i tak zostaje na polu walki poległy wcześniej „Śmiały” i jeszcze 2 partyzantów od „Jemioły”. Potwornie zmęczeni, głodni, wycofujemy się przez wieś, nieprzyjaciel nas nie ściga, ludzie miejscowi częstują nas po drodze chlebem i mlekiem. Pod lasem sanitariuszka udziela rannym pierwszej pomocy. Następnie zostają umieszczeni w szpitalu w Bychawie u doktora Tadeusza Zajączkowskiego. Nad bezpieczeństwem rannych czuwa dyskretnie kilku partyzantów dowodzonych przez „Toma”. Z majątku zabraliśmy stado krów, które następnie rozdano rolnikom. Ci koledzy, którzy byli w budynku zdobyli pistolet maszynowy. Podobno Niemcy zaraz się wynieśli z majątku a oczekiwana ich pomoc nie nadeszła, front był już za blisko i Niemcy zaabsorbowani byli jego bliskością. Ppor „Mucha” i pchor „Gryf” z honorami wojskowymi zostali pochowani w Bychawie."
Relacja pochodzi ze strony internetowej: https://oddzialpartyzanckinerwa.blogspot.com/search?updated-max=2009-11-25T12:46:00%2B01:00&max-results=1
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz